30.10.2012

Gramatyka – strata czasu czy podstawa?

Wiele osób narzeka, że musi się uczyć gramatyki. Jej nauka często kojarzona jest ze żmudnymi ćwiczeniami, których rozwiązywanie męczy i nudzi. Czasem jest ona znienawidzona do tego stopnia, że pojawiają się opinie, że nauka gramatyki nie ma sensu, lepiej skupić się na słówkach, bo to one ułatwiają komunikację. Rzeczywiście, znając świetnie gramatykę, mając jednocześnie mały zasób słów, możemy się dwoić i troić, ale nie przekażemy informacji. Czy warto jednak rezygnować zupełnie z gramatyki?

Według mnie zupełnie nie, ale to, w jakim stopniu zależy od jednej z najważniejszych rzeczy – celu. To, że cel jest ważny, chyba nie budzi wątpliwości. Jeśli założymy sobie, że uczymy się angielskiego tylko, aby móc swobodnie porozumieć się w podstawowych sytuacjach życiowych, nie musimy stawiać sobie nauki gramatyki za priorytet. Co innego, gdy chcemy mówić możliwie bezbłędnie – czy da się to zrobić bez zgłębienia gramatyki? Niewątpliwie znajdzie się ktoś, kto odpowie – no pewnie! I rzeczywiście, ile jest takich osób, które bez zupełnej znajomości języka, zamieszkały w jakimś kraju i nauczyły się języka bez książek, kursów, po prostu przebywając z ludźmi. Uczyły się trochę jak dzieci – osłuchując się z językiem, widząc, jakich słów i zwrotów używa się w danych sytuacjach i ucząc się na pamięć całych zdań, konstrukcji, z czasem łącząc wszystkie elementy ze sobą i tworząc swoje zdania. To taka bardzo „życiowa” metoda, jej efektywność wiąże się na pewno także z ogromnie silną motywacją – będąc w obcym kraju, nauka języka jest ważna, aby się odnaleźć.  Na tej metodzie bazuje także wiele szkół językowych, najwyraźniej więc, wiele osób się w niej odnajduje. Zawsze szczerze podziwiałam takich ludzi, bo ja jestem święcie przekonana, że – bez przynajmniej podstaw gramatyki – nie mogłabym się nauczyć języka :)

Wprawdzie uważam, że nauka konstrukcji i całych zwrotów jest bardzo dobrą formą nauki, dla mnie to jednak nie miałaby sensu, gdybym kompletnie nie miała pojęcia o gramatyce. Po prostu, nie lubię uczyć się czegoś czego nie rozumiem. Według mnie nauka gramatyki pozwala na zrozumienie „charakteru języka”. Każdy język jest inny, niepowtarzalny, wiążą się z nim inne emocje, odczucia. Składa się na to jego brzmienie, alfabet, którym jest zapisywany, ludzie, którzy nim mówią i właśnie gramatyka. Angielski nie ma przypadków, ale za to wiele czasów i konstrukcji. Jego gramatyka jest łatwa, jeśli chcemy nauczyć się podstaw, jednak Ci, którzy świetnie znają angielski, wiedzą najlepiej, ile trzeba włożyć pracy, żeby być mistrzem angielskiego. Z kolei gramatyka niemieckiego jest maksymalnie uporządkowana, uporządkowane są nawet reguły dotyczące wyjątków :) Pamiętam, że właśnie to uwielbiałam w niemieckim. Gramatyka albańska natomiast doskonale odzwierciedla pewien albański chaos. Wprawdzie deklinacja raczej nie sprawia problemów, odmiana czasowników ma jednak więcej wyjątków niż reguł, a nawet reguły można spotkać różne, w zależności, kto je podaje. Do tego tworzenie liczby mnogiej i rozbudowany system trybów (np. Albańczycy mają tryb życzący i tryb zdziwienia, przy okazji dodam, że Bułgarzy mają tryb nieświadka – specjalną formę czasową, wyrażającą, że przekazujemy wydarzenia, których świadkami nie byliśmy :)).

Ja więc nie umiem się obyć bez gramatyki. Jestem też z tych, którzy uwielbiają porządkować swoją wiedzę, robiąc wszelkie tabelki, spisy, listy. Mam koleżankę, która nie wyobraża sobie nauki języka, bez powtarzania w kółko ćwiczeń gramatycznych. Jak widać więc, klasyka często jest komuś potrzebna i się sprawdza :) To jednak nie przyniesie jeszcze sukcesu, to jedynie obycie z gramatyką, co innego używanie konstrukcji gramatycznych w tekście, w mowie, „zaznajamianie się z nimi” nie tylko w teorii. Jest na to kilka metod. Przedstawię Wam dwie, które wybrałam spośród siedmiu, zaprezentowanych przez Annę Szyszkowską-Butryn w świetnej książce „Jak szybko opanować język obcy?”. Kupiłam ją po przeczytaniu wielu dobrych opinii i nie zawiodłam się. Polecam ją wszystkim pasjonatom języków. Na pewno będę jeszcze podawała z niej przykłady i poświęcę oddzielny post, aby ją dokładnie opisać.

1. Gramatyka dla słoni
Metoda ta polega na nauce zwrotów gramatycznych poprzez tworzenie zabawnych historyjek. Jako przykład, autorka podaje następującą historię o różowych słoniach, w której zastosowano Present Simple i zwrot can’t even.
„Pink elephants live only seven days. They eat old radios and shrimps twice a day. A pink elephant is a special elephant. Does he drink? No, he doesn’t. Which creature doesn’t sleep and drink? A pink elephant. He is so pink that he can’t even drink and after eating old radios he is so weak that he can’t even sleep.”
Jak pisze Anna Szyszkowska-Butryn „Im bardziej absurdalna historia, tym lepiej zapamiętasz występujące w niej zwroty.”

2. Zapiski na marginesie
„Technika «zapisków na marginesie» polega na notowaniu na marginesie nazw czasów, które występują w tekście. Czasy te możesz dla ułatwienia podkreślać w zdaniu, a dopiero potem wypisywać. To idealny sposób nauki dla tych, którzy nie lubią się uczyć w sposób tradycyjny lub chcą się upewnić, czy potrafią poprawnie rozpoznawać i nazywać poszczególne czasy.”

Obie metody wydają mi się bardzo ciekawe i rozwijające, na pewno zacznę z nich korzystać, bo prawdę powiedziawszy, do tej pory nie korzystałam ze specjalnych metod na zgłębianie gramatyki.
Jestem ciekawa, jakie Wy macie podejście do gramatyki. I może ktoś podzieli się swoimi wypróbowanymi metodami na jej naukę? :)

7 komentarzy:

  1. No cóż, jestem właśnie osobą, która nie lubi gramatyki. Gramatyki polskiej nigdy się nie uczyłam i bułgarskiej też nie zamierzam się uczyć. Moja mama akurat teraz uczestniczy w kursie językowym i, ma się rozumieć, uczy się gramatyki. To zobaczymy, która z nas będzie lepiej mówiła za rok. Gramatyka zabiera mi całą radość i przyjemność z nauki języka. Nie korzystam również z podręczników, a ostatnio przekonałam się, że korepetytorów też nie lubię. Książki, internet, audiobooki to wszystko, co jest potrzebne do nauki. Nawet wyjazd do kraju wcale nie jest konieczny. Takie jest moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak ci poszła nauka? Juz ponad 3 lata minęły :)

      Usuń
  2. Według mnie znalezienie swojej metody, swojego "sposobu na język" jest najważniejsze. Nauka języka ma być przecież przyjemnością, jeżeli zatem nie ma szans, że ktoś polubi gramatykę i nie jest mu ona potrzebna do świetnego zgłębienia języka, po co się męczyć :) W mojej opinii to trudniejsze, ale to, jak piszesz po polsku, najlepiej świadczy, że metoda może być efektywna i to jeszcze jak! :) Dziękuję za opinię i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też uważam, że gramatyka jest potrzebna. Na początku jest drogowskazem, wprowadza porządek i logikę. Oczywiście, że nie należy z nią przeginać. Skupianie się wyłącznie na robieniu jak największej ilości ćwiczeń, każdego w końcu znudzi. Słuchanie i czytanie dużo bardziej rozwija nasze umiejętności rozumienia, ale w pewnym momencie należy do tej gramatyki ponownie się odnieść. W końcu najczęściej zależy nam na poprawnym pisaniu i mówieniu. Jak więc robić to bez znajomości gramatyki? Porównywanie się pod tym względem do dzieci, nie prowadzi do niczego. To, że dziecko nauczyło się mówić płynnie np. w rok, nie robi na mnie wrażenia. Dzieci mają bardzo ograniczony zasób słownictwa i nikt nie wymaga od nich doskonałej poprawności. Ciągle należy je poprawiać, bo nadal się uczą. Oczywiście mówię tu o nauce języka, a nie podejściu: "byle się dogadać".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Choć trochę bardziej wierzę w metodę „na dziecko”. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby uczący się był poprawiany, ciągle się uczył, wzbogacał słownictwo. Druga sprawa, że ma to milion ograniczeń – poprawianie jest często uznawane za niegrzeczne, więc raczej się tego nie robi, poza tym ważne jest też środowisko, w którym się przebywa. Brak świadomości w procesie uczenia naraża na uczenie się z błędami. Ilu Polaków ma świadomość własnego języka? Niestety niewielu. Nie można więc zakładać, że np. każdy Anglik mówi bezbłędnie po angielsku. Dlatego wierzę, że nauka jak dziecko jest możliwa, ale w warunkach, które niestety są trudne do spełnienia – np. gdy przebywamy wśród osób, które nas poprawiają, mają świadomość swojego języka, mówią bez błędów. Choć ja, będąc w takiej sytuacji i tak zaglądałabym do gramatyki :)

      Usuń
    2. Ja też uważam, że od dzieci można się bardzo wiele nauczyć: otwartości, zaciekawienia, podejścia jak do zabawy i brak krytycyzmu (czyli nie oceniania, że jakiś język ma "głupie" zasady, bo w moim tego nie ma). A najważniejsze, to brak strachu przed popełnianiem błędów. Może nie wyraziłam się jasno. Nie uważam, że popełnianie błędów jest złe. Różnica polega wyłącznie na tym, że dzieci się nie przejmują błędami i też nikt od nich poprawności nie oczekuje, bo uczą się wymowy tak, jak wszystkiego na ich etapie życia. W tym sensie metoda "na dziecko" jest bardzo skuteczna. Tylko, że wiele osób zachwyca się tak bardzo osiągnięciami swoich pociech, że uważa ich metody za jedyne sensowne. To oczywiście skrajne podejście. Ale to z niego wynika często negowanie całej gramatyki w procesie uczenia. Nie twierdzę, że nauka bez gramatyki nie jest możliwa. Tylko jak długo będzie ona trwała? Moim zdaniem sięganie do gramatyki może ten proces przyspieszyć. Tym się różnią książki dla dorosłych, że oferują to dodatkowe narzędzie. Jeśli ktoś nie lubi (bądź nie potrafi), korzystać nie musi.

      Usuń
  4. Dla mnie gramatyka także odgrywa znaczącą rolę w nauce języka. Odzwierciedla to mój trochę perfekcyjny językowy charakter. Strasznie nie lubię robić błędów gramatycznych ;) Poza tym bez gramatyki, ciężko dokładnie przekazać nasze myśli i uczucia. Bo nawet rzeczy abstrakcyjne czy kultura...są "jakoś" powiązane z gramatyką...sposobem formułowania poprawnych wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń