21.09.2013

Gadka po naszamu

Na łulicy leży zemdlały chłop. Zlatujó się ludzie, żeby pomóc.
- Dać mu szkiełko sznapsu - mówji psiyrsza kobjyta.
- Róbta jymu sztuczne łoddychanie – radzi druga.
Wezwijta lykarza z karytkó pogotowja – wrzeszczy trzeci.
Zemdlały łotwśyra łoczy i mówji:
– Przestańta gadać jedyn bez drugygo. Zróbta, co wóm redziła ta pśyrsza mniła pani!


Pochodzę z Kociewia. Nie jest to region geograficzny, a etniczno-kulturowy. Dumną stolicą Kociewia jest Starogard Gdański, ważnym miastem jest też znany na pewno wszystkim użytkownikom kolei Tczew. Ja natomiast pochodzę z pięknej wsi koło Gniewu. Gwara Kociewiaków jest bardzo zróżnicowana przez co mówi się raczej o gwarach kociewskich, które łączą wspólne cechy. Rzeczywiście, rodzice opowiadali mi, że nawet w naszej okolicy każda wieś miała swoją charakterystyczną mowę i od razu było wiadomo, kto z jakiej wsi pochodzi.

Gwara kociewska nie jest tak silnie zakorzeniona w świadomości mieszkańców regionu jak gwara góralska czy śląska, nie jest tak pielęgnowana jak gwara sąsiadów Kociewiaków – Kaszubów – która właściwie jest językiem, z którego nawet można zdawać maturę. Na razie jest żywa. Starsi ludzie mówią po kociewsku, osoby w moim wieku rozumieją i używają kociewskich słów, dzieci uczą się wierszy i opowiadań. Co będzie jednak za kilkadziesiąt lat? Piękna recytacja kociewskiego wiersza nie przekłada się na znajomość gwary. Ja też 15 lat temu jeździłam na konkursy gwary kociewskiej. Mówiłam wiersze, śpiewałam i opowiadałam zabawne historie, będąc przebrana za wąsiastego i brzuchatego dziadka. „Pamniantum eszcze ździebko, jak to czansto i gansto przyłaził do mego łojca stary Aleksy Jabłónka. Zawżdy chantny był do gadki ji śpsiwu…” pamiętam do dziś. Lubiłam to, lubiłam czytać bajki kociewskie Bernarda Janowicza i rozmawiać z mamą na temat gwary. Mimo to miałabym teraz trudność, żeby sklecić dłuższą wypowiedź po kociewsku.

Pielęgnowanie gwary jest czymś pięknym i ważnym. Jaką ma jednak przyszłość? Małe dzieci łatwo namówić do wzięcia udziału w konkursie, jednak z wiekiem młodzi Kociewiacy tracą zainteresowanie, przeprowadzają się, a gwara nie jest im do niczego potrzebna. Trudno przecież, żeby mówić nią na co dzień, a to, czego nie używamy, odchodzi w zapomnienie. Nie da się zatrzymać pewnych procesów. Żywa gwara zaniknie. Walczyć można jednak o pamięć, o pielęgnowanie tradycji. Co z tego, że powiedziany na konkursie wiersz jest oderwany od żywej gwary? Liczy się pamięć. Świadomość, skąd się pochodzi, zainteresowanie historią i kulturą swojej małej ojczyzny. Może za 100 lat nikt już nie będzie mówił gwarą na co dzień, ale będzie się o niej pamiętało. Warto organizować takie konkursy, warto mówić o gwarze w szkole i w domu. Warto pielęgnować tradycję, bo to część naszej tożsamości.


Co sądzicie na ten temat? Staracie się pielęgnować swoją gwarę czy nie ma to dla Was znaczenia? A może ktoś z Was umie swobodnie mówić gwarą? Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii na ten temat :) i przy okazji dowiem się, skąd pochodzicie :)

31 komentarzy:

  1. Skomentuję nieodnośnie notki.
    Dzisiaj wpadłam na twojego bloga i strasznie żałuję,że nie natknęłam się na niego w czasie wakacji,gdy miałam więcej wolnego czasu.Planowałam podszkolić swój angielski i niemiecki,ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.Jednak na naukę nigdy nie jest za późno.Lepiej się zorganizuję i postaram się szkolić w weekendy ;).
    Dziękuję za inspirację,motywację i pomoc,której potrzebowałam :).
    Nie wiedziałam gdzie skomentować,ale zdecydowałam się na najnowszy post :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, Julio :) Powodzenia w nauce!

      Usuń
  2. Ciekawa sprawa z tą gwara. Widzę, że mam wiele braków jeśli chodzi nawet o same rodzaje gwar. :-) Popieram jednak to by pielęgnować takie rzeczy i nie dać im zginąć.
    Pozdrawiam Paweł Zieliński

    www.twojwybortwojaprzyszlosc.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli o mnie chodzi to u mnie jako takiej gwary nie ma, a przynajmniej nic mi nie wiadomo, aż doczytam z ciekawości. Jestem z Podkarpacia i jedyne co mamy to (przynajmniej u mnie w mieście) słówka pokrywają się z gwarą krakowską.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieszkam na pograniczu Śląska, Zagłębia i Małopolski, i nie mówi się u nas żadną gwarą. Moja prababcia mówiła troszeczkę innym językiem, ale dla mnie nie była to gwara, raczej język "staropolski", jak to wtedy określałam. Do prababci też zwracano się inaczej niż do innych ludzi, np. moja mama mówiła do niej w drugiej osobie liczby mnogiej: wyspaliście się?, pojedliście?, gdzie byliście itd., ale może tak jest wszędzie niezależnie od regionu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim regionie też tak się kiedyś mówiło (tak mówi mama, bo ja już tego nie pamiętam). Specjalistą nie jestem, ale według mnie pochodziło to właśnie ze staropolskiego i było wyrazem szacunku. To typowo słowiańska forma, fajna zresztą ;)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy temat poruszyłaś. Ja jako mieszczuch nigdy nie miałem z gwarą do czynienia i przyznam się, że bardzo niewiele wiem na temat gwar polskich. O gwarach kociewskich np. nigdy wcześniej nie słyszałem.

    To, co mnie w gwarach zawsze fascynowało, to umiejętność pomieszczenia w głowie gwary i języka "standardowego" i swobodne nimi żonglowanie w zależności od sytuacji. Trochę podobnie jak z dziećmi, które wychowują się w dwujęzycznej rodzinie - tak przynajmniej przypuszczam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię słuchać gwary, sama jednak byłam wychowywana na Ziemiach Odzyskanych w tradycyjnej, książkowej polszczyźnie i tym, którzy potrafią mówić gwarą troszkę zazdroszczę :) Piękna to tradycja i szkoda byłoby ogromnie, gdyby wyginęła...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem z Podlasia i u nas się "śledzikuje", czyli inaczej mówiąc zaciąga. Jako przykład polecam serie "U Pana Boga...", Kargul i Pawlak też podobnie mówili (ale oni byli zza Buga, więc nie jestem pewna czy to jest ta sama gwara).

    W Białymstoku zaciąga dużo osób, nawet młodych, ale starsi ludzie mówią często jeszcze inaczej: "ja wziął, ja poszedł, ja zrobił". Z ciekawszych wyrażeń:
    -bułka chleba - bochenek chleba
    -zaperte drzwi - zamknięte drzwi
    -ziwina - zwierzęta gospodarskie
    -akuratnie - dokładnie tak, jak trzeba
    -bajki - nieźle
    -chabor - łapówka
    -chapnąć - złapać

    można by tak bez końca ;). Teraz mieszkam w Toruniu, więc nagminnie słyszę "jo" jako uniwersalną odpowiedź na wszystkie pytania ;). Pojawiają się też "laczki" (u nas się mówi klapki, kapcie), strzelać szneki (robić miny), ukroić sznytkę (kromkę), pierny (pieprzny). Chyba jeszcze więcej germanizmów jest na Pomorzu.

    Miałam też koleżankę z Wielkopolski - namiętnie używała słówka "tej"(ej Ty), mają tam też przecież "wiarę" (ludzie), "pyry"(ziemniaki), jadła gzik (aż musiałam wyguglać, co to jest ;)) itd.

    Fajnie jest pielęgnować regionalizmy i gwarę, ale przez Internet i ogólnie media i jedno i drugie odejdzie z czasem do lamusa, bo się wszyscy (niestety) ujednolicamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi, jak z koleżankami ze studiów porównywałyśmy sobie niektóre słowa. Ja też mówię "laczki", choć częściej "kapcie", które koleżanka z Łodzi nazywała "łapciami". Do dziś mnie śmieszy to słowo :) Dziewczyny dziwiły się, że mówię "zakluczyć", "pomywać (naczynia)" i "prędzej" w znaczeniu "wcześniej". "Jo" też jest zupełnie normalne na Kociewiu, także w Toruniu, gdzie studiowałam, zupełnie nie robiło na mnie wrażenia ;) A "kromka" to dla mnie tylko końcówka, kroję sobie natomiast kawałek chleba ;)
      W gwarze kociewskiej germanizmów jest mnóstwo, chociażby "taska" to filiżanka, małe dziecko, które gdzieś włazi, wspina się po kociewsku kletruje, na szyi można mieć ketę, a zwierzęta się futruje.
      Gdy pierwszy raz usłyszałam "wiara" z ust kolegi z Poznania, kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi :)
      I jeszcze przypomniało mi się, że u mnie w domu zdrabnia się czasowniki. Całe życie myślałam, że to normalne i wszędzie tak jest, ale na studiach wszyscy dziwili się, że w języku bułgarskim tak się dzieje. Zmiękcza się oczywiście tylko, mówiąc do dzieci, np. zbróbkaj to, zjedzkaj, śpijkaj. Słodkie, prawda? :)

      Usuń
    2. "Zakluczyć" i "prędzej" też poznałam w Toruniu/Bydgoszczy. "Prędzej" w znaczeniu wcześniej strasznie mnie irytuje, bo u nas to znaczy po prostu "szybciej" ;). No i tutaj kostkę się "kula" a nie "rzuca się kostką".
      A końcówka chleba to "dupka", słyszałam jeszcze o "piętce", ale sama tego nie używam.
      A gdzie się u Ciebie wychodzi? "Na dwór" czy "na pole" :>?
      Co do zdrabniania czasowników to pierwsze słyszę, fajne to jest! Zawsze się -kaj dodaje? W bułgarskim jest jakoś podobnie, czy jest zupełnie inna zasada?

      Usuń
    3. Tak mi się jeszcze przypomniało - "dupka" chleba to też "skibka" chleba :)

      Usuń
    4. Ja wychodzę na dwór, o wychodzeniu na pole dowiedziałam się od mojej koleżanki z okolic Kielc. Nie mogłam zrozumieć, na jakie pole ona chce iść :)
      Zawsze -kaj, ale taką formę tworzy się tylko od kilku czasowników, właśnie ze względu na to, że używa się jej tylko, mówiąc do dzieci, jest to więc ograniczona ilość sytuacji. W języku bułgarskim jest trochę inaczej, bo istnieją po prostu czasowniki o zdrobniałym znaczeniu. Kończą się w 1 os. l.poj. na -кам (-kam), w trybie rozkazującym więc jest dokładnie jak w j. polskim - kończą się na -кай (-kaj), np. спинкай, гушкай - to zdrobniale śpij i przytulaj :)

      Usuń
  8. Swietny post! Jestem z Podlasia :) Ponoc kiedys zaciagalam. Czesc mojej rodziny nie mowi gwara a raczej dialektami wschodnimi, wiec niestety z babcia dogaduje sie tylko w polowie.
    A z innej beczki: nie mam jak wejsc na szopska salate :( prosze o pomoc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szopska sałata była w remoncie, już jest dostępna ;)
      Mam kilka znajomych z Podlasia i mówią np. "daj dla Marka". Ciekawie to brzmi :)

      Usuń
    2. No tak, "dla" jest nagminne i ja chyba nie umiem inaczej ;). Jestem ciekawa jednego - są osoby które o sobie mówią np (ja) rozumie zamiast (ja) rozumiem - wie ktoś dlaczego tak mówią/piszą? To gwara czy po prostu błąd gramatyczny?

      Usuń
    3. Moja nauczycielka matematyki mówiła rozumię, jeszcze z tak mocno podkreślonym ę :) Chciałam już pisać, że według mnie to po prostu błąd gramatyczny, ale jednak może mieć to związek z podłożem dialektalnym :)
      http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=5440

      Usuń
    4. Ja rozumie to chyba gwara jednak.

      Usuń
    5. A wlasnie, gdy mowie "wiszczeć" to nikt z mych znajomych spoza Podlasia nie rozumie...

      Usuń
    6. O mamo, dawno tego słowa nie słyszałam! Ale faktycznie, chyba tylko u nas się tak mówi ;)

      Usuń
  9. Czytając te posty przypomniało mi się kilka różnic, z którymi się spotkałam jak poszłam na studia do Krakowa i spotkałam ludzi z innych regionów. Widzę, że wspominacie tu o bardziej "północnych" różnicach to powiem Wam kilka "południowych" np. wymowa słów z "trz" u mnie wymawia się to jako "cz", więc liczba 333 u mnie wypowiadana jest jako "czysta czydzieści czy", bardzo ciekawą dla mnie rzeczą była też nazwa przyboru do ostrzenia ołówków, spotkałam się z strugaczką, temperówką, u mnie w mieście mówiło się na to podstrugiwaczka (okazało się, ze tylko tam ;P), końcówka chleba to "piętka", resztę chleba kroimy na "kromki", a "ciapy" czy "laczki" to u nas "pantofle" w przeciwieństwie do lubelszczyzny (nie wiem gdzie tak jeszcze jest), gdzie pantofle zakłada się do garnituru. O wychodzeniu "na dwór" i "na pole" nie wspominam, bo to zawsze powoduje kłótnie, ale rozśmieszyła mnie kiedyś forma "na dworzu" używana przez mojego kolegę z Radomia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cz" zamiast "trz" mówi się też chyba w Poznaniu.
      Zauroczyłaś mnie podstrugiwaczką :) Ja znam ostrzynkę. Przypomniała mi się jeszcze "bujaczka" koleżanki z Płocka, czyli huśtawka, a dla mnie bujawka :)
      Pantofle dla mnie to eleganckie kobiecie buty :)
      A "na dworzu" to też powszechna forma w moim regionie ;)

      Usuń
    2. o wymowie "trz" słyszałam raz, ale osoba, która tak mówiła tłumaczyła się, że ma wadę wymowy (!), mimo, że jest z południa Polski (można mieć taką wadę wymowy w ogóle?). U nas tylko "temperówka", ale wszyscy się ze mnie tu śmieją, że to przecież ma ostrzyć, a nie tępić, zatem to "ostrzynka" ;). Tak jak mówi Marysia "pantofle" to dla mnie też eleganckie damskie buty. I "na dworzu" bywam jak najbardziej ;). A jak tam u Was z "drożdżówkami" vel "słodkimi bułkami"? Natalia ze Szwecjobloga pisała o tym u mnie jakiś czas temu :). Ja przyznam szczerze już sama nie wiem jak bym powiedziała, jakoś obydwie formy mi pasują. Luby z Kujaw mówi, że u niego tylko "drożdżówka" ;)

      Usuń
    3. Podstrugiwaczka tylko i wyłącznie w moim rodzinnym mieście.
      Co do "słodkich bułek" i "drożdżówek" to u nas też raczej obie.

      Usuń
    4. Dla mnie tylko drożdżówka, ewentualnie sznek ;)

      Usuń
  10. Pochodzę z Dolnego Śląska, o którym już wiele razy słyszałam, że jest to region z rzekomo najczystszą polszczyzną. Teraz szósty rok mieszkam w Poznaniu i podłapałam wiele rzeczy. Gwara poznańska ma wiele germanizmów, więc "kety", "kletranie" i "przekluczanie" mnie nie dziwi. "Laczki" myślałam, że są tylko poznańskie (tu usłyszałam po raz pierwszy), też mówi się tak na jedynkę w szkolę. Co do pieczywa, rzeczywiście trochę mi zajęło przestawienie się ze "słodkiej bułki" na "drożdżówkę" czy "sznekę". Nie podłapałam "wuchty", "tej" czy "wiary", ale właściwie już nie reaguję, kiedy te słowa słyszę. Gwara to jednak nie tylko specyficzne słownictwo, ale też wymowa - "cz" jako "trz", o czym pisałyście, w ogóle nie kojarzę z Poznaniem, ale za to tutaj na pewno mówi się na literę G "ge", a nie "gie". Stąd idzie się na badania "u-es-ge" czy "e-ka-ge" i przyznam, że jak to usłyszałam pierwszy raz, to nie byłam w 100% pewna, czy chodzi o to samo badanie ;)
    Podłapałam natomiast poznańską melodię zdania, czego w ogóle nie kontroluję, natomiast tępi to u mnie mama, kiedy jestem w domu ;)

    Śmiesznie patrzy się na dzieci, mówiące gwarą, bo ja raczej kojarzę takie gadanie z moją babcią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drożdżówka jest regionalizmem? O.o "Ge" usłyszałem u swojego wykładowcy, ale on jest z Bydgoszczy, więc nie wiem czy to podłapał czy zawsze tak mówił.

      Usuń
  11. U mnie brak gwary, Pomorze Zachodnie. ;) Ale za pośrednictwem dziadka do rodzinnego słownika weszły słowa poznańskie, przez lata dziwiłem się że mówię naturalne dla mnie "gzik", "laczki", "ryczka" a znajomi nie wiedzą o co mi chodzi. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam. Jakimś sposobem odnalazłam Pani blog szukając czegoś o językach. Po przejrzeniu kilku postów spojrzałam na etykiety i ze zdziwieniem przeczytałam "gwara kociewska". Pochodzę i mieszkam na kociewiu, a dokładniej w Pelplinie. Od pierwszej klasy podstawówki mam kontakt z gwarą kociewską, ponieważ należę do zespołu folklorystycznego "Modraki". Także zauważyłam że po przeszło 9 latach rozumiem piosenki które śpiewam, lecz jakbym miala coś powiedzieć w gwarze kociewskiej to byloby cieżko, ale nie niemożliwie. Myśle że przez duże osłuchanie z gwarą udałoby mi się coś "sklecić" i mogloby to mieć nawet sens. Jestem osobą z mlodego pokolenia, która nie odsuwa się od kultury regionalnej. Chociaż nie posluguje się gwarą na codzień to uczestniczyłam w konkursach gwary kociewskiej, także w tym z ktorego filmik jest tutaj wstawiony ( nieskromnie przyznam,że zdobyłam1 miejsce w swojej kategorii wiekowej) i mam zamiar wziąć udział w następnym konkursie. Przynajmniej w taki sposób lepiej poznam gwarę i moze dzieki temu uda mi się przekonać kogoś (może znajomych albo nawet nieznanych ludzi) do naszej kultury regionalnej.
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze znam Pelplin :) Miło mi powitać na blogu Kociewiankę, zwłaszcza tak przywiązaną do regionu. O "Modrakach" oczywiście też słyszałam :) Powodzenia na następnym konkursie! :)))

      Usuń