27.10.2012

Czy systematyczność jest ważna i co daje nam powtarzanie


Systematyczność

Ostatnio przeczytałam ciekawą opinię na stronie zajezykuj.pl (artykuł „Dlaczego każą Ci uczyć się systematycznie i dlaczego to bzdura?”), w której autor uważa, że bzdurą jest twierdzenie, że systematyczność to podstawa skutecznej nauki. Jako argument podaje swój własny przykład, kiedy to postanowił nauczyć się niemieckiego do matury i przez koniec drugiej i początek trzeciej klasy uczył się bardzo intensywnie, i to właśnie intensywność, jak twierdzi, odegrała kluczową rolę w osiągnięciu celu, jakim było świetne zdanie matury. Opinia interesująca, dała mi trochę do myślenia, czy rzeczywiście nie trzeba uczyć się języka obcego systematycznie?

Wydaje mi się, że autor trochę sam sobie zaprzecza, twierdząc, że „tygodniowo wypełniał 40-60 stron ćwiczeń, pisał kilkanaście stron rozprawek, opowiadań i opisów po niemiecku, czytał książki, prasę, artykuły w Internecie”. Fakt, że zaznacza, że nie robił tego o stałych porach, jednak przy takiej ilości pracy, czy można nie mówić o pewnej systematyczności? Tu pojawia się chyba zasadnicza kwestia – podejście do systematyczności. Autor ma na myśli skrajny przypadek takiego podejścia, w którym osoba ucząca się zakłada sobie, że uczy się np. co dwa dni od 17 do 18, a kiedy ma ochotę na naukę w dzień, w który nie miała się uczyć, nie robi tego, by nie „zaburzyć” systematyczności. Taka sytuacja wydaje mi się abstrakcyjna, choć nie wykluczam, że może się zdarzyć. W tym wypadku zgadzam się z autorem, który pisze „Ucz się języka wtedy, kiedy masz na to ochotę i nie narzucaj sobie sztucznej pseudodyscypliny”, ale pod pewnym jednak warunkiem – intensywność może współistnieć z systematycznością, ale nigdy jej nie zastąpi.

Czy jeżeli nie zrobię sobie żadnego planu, zakładając, że będę się uczyć tylko, gdy mam na to ochotę, moja nauka będzie efektywna? Może tak, ale według mnie jej efekt będzie krótkotrwały. Oczywiście coś w głowie zostaje po takich „intensywnych napadach”, czy jednak zapamiętuje się większość słów i nie ma problemów z komunikacją? Według mnie nie. Sprawdza się to może do osiągnięcia celu, jakim jest zdanie matury, ale już nie – świetna znajomość języka.

Przykład autora o dzieciach, które nie uczą się systematycznie języka ojczystego jest chybiony, gdyż dzieci uczą się go codziennie, całe sobą, zupełnie inaczej niż robią to dorośli. Nie muszą wiedzieć, czym jest tryb warunkowy. Świadczy o tym chociażby fakt, że uczyć innych swojego rodzimego języka wcale nie jest tak łatwo, jeśli nie ma się odpowiedniego przygotowania (kto wie ile jest deklinacji i koniugacji w języku polskim?).

Podsumowując, owszem, wyznaczony plan w nauce języka nie może nas ograniczać, nauka języka to nie przymus, kara, lecz przyjemność, więc, gdy mamy na to ochotę, po prostu to róbmy! :) Jednak nauka bez planu, żadnej systematyczności, polegająca na „intensywnych napadach nauki” nie przyniesie długotrwałych efektów. Może być natomiast zadowalająca, gdy naszym celem nie jest świetna znajomość języka. Cel więc wydaje się tu kluczowy.  

Przy okazji chciałabym polecić stronę zajezykuj.pl, którą odkryłam stosunkowo niedawno i do której z pewnością będę wracała. Mimo że nie zgadzam się z autorem przytoczonego artykułu, zmusił mnie on do myślenia, był ciekawie napisany, jak zresztą cała strona.

Powtórki

Druga kwestia, którą chciałam dziś omówić jest ściśle związana z systematycznością – są to powtórki. Każdy zdaje sobie sprawę, że powtórki są niezbędne, aby opanować jakiś materiał. Wiemy to już od dzieciństwa. Kiedy uczyliśmy się w pierwszej klasie wiersza, najpierw go czytaliśmy kilka razy, potem próbowaliśmy odtwarzać go w głowie, mówić na głos, z czasem pamiętaliśmy go coraz lepiej. Dokładnie tak samo jest z nauką języka. Dlaczego tak dobrze pamiętamy podstawowe zwroty? Bo często ich używamy. Pamiętam, jak po drugim roku byłam na kursie językowym w Albanii. Poznałam wiele osób, różnych wykładowców i za każdym razem musiałam się przedstawić i powiedzieć kilka słów o sobie. Z czasem miałam to już tak wyszkolone, że każdy, po tak płynnym i swobodnym wstępie, (mylnie) myślał, że świetnie mówię po albańsku :)

Że powtórki są ważne – to wie każdy. Pytanie tylko, jak powtarzać, żeby osiągnąć najlepsze efekty. Metod jest wiele, ale najczęściej powtarzany jest następujący cykl: godzina po nauce, dzień, tydzień, miesiąc, 6 miesięcy. Taki schemat podaje Martyna – autorka świetnej, choć niestety już nieaktualizowanej, strony soffa.pl. Po 6 miesiącach wiedza powinna nam zostać na całe życie. Bez powtórek natomiast, już na drugi dzień zapominamy 80% materiału! Pamiętajmy, żeby nie kojarzyć powtórek z nudnym wkuwaniem, przecież przy 3-4 powtórce już tylko szybko powtarzamy materiał. Jeśli jednak komuś się nudzi, może sobie uatrakcyjnić powtarzanie, wykorzystując zmysły, układając słowa, zapisując je (to bardzo mi pomaga w nauce) – zachęcam do przeczytania artykułu na ten temat na wspomnianej stronie soffa.pl („Zarządzanie czasem a nauka. Jeszcze raz o powtórkach”).

Na stronie naharvard.pl znalazłam podobny cykl. Z tą jednak różnicą, że zamiast po 6 miesiącach, podana jest powtórka po roku i za kluczowe – prócz po godzinie – uznaje się powtarzanie 10 minut po nauce.

Fajnie jest sobie uświadomić, jak działa nasz mózg i co może nam pomóc w zapamiętaniu informacji na całe no może prawie całe życie :) Korzystając z obu schematów, można stworzyć jeden, będący kompilacją obu:

cykl powtórek
10 minut po nauce
1 godzinę po nauce
1 dzień po nauce
1 tydzień po nauce
1 miesiąc po nauce
6 miesięcy po nauce

A Wy, macie jakieś swoje cykle powtórek? I co sądzicie o systematyczności?



[EDIT] Marta z Nocnej Sowy zamieściła pod tym tekstem komentarz, w którym obala mit tego cyklu. Przeczytajcie koniecznie!

2 komentarze:

  1. "intensywność może współistnieć z systematycznością, ale nigdy jej nie zastąpi" - przepięknie powiedziane! W 100% zgadzam się z tą częścią artykułu.

    Odnosząc się do powtórek uważam, że oczywiście są potrzebne. Ale narzucanie sobie zaproponowanego przez tych autorów harmonogramu (albo raczej powielanego, bo to nawet nie ich sposób) jest bezcelowe. Na pozór pięknie wygląda ta teoria, bo jest spójna z naszym wewnętrznym przekonaniem, że powtórki przynoszą efekty. Tylko pytanie - do czego ją stosować? Czy do nauki słówek? O ile mogę sobie wyobrazić powtarzanie po 10 min, godzinie, dniu lub może nawet tygodniu, to jak sprawdzić czy ta metoda jest naprawdę skuteczna? Przecież w trakcie kolejnych miesięcy spotkam się w wielu kontekstach z tymi nowymi słowami. Jaki ma wtedy cel zaglądanie po miesiącu? Za to po 6 miesiącach nagromadzi mi się już tyle słów, że trudno będzie mi ogarnąć, które i kiedy powinnam powtórzyć, bo przecież minęło już 6 miesięcy. Mogę oczywiście nie trzymać się tej terminowości co do dnia, ale jednak wymaga ona niepotrzebnego zamieszania wokół tej metody. Czy mam prowadzić do tego kalendarz? Nie widzę sensu. Dlatego uważam, że robienie powtórek powinno być możliwe częste i różnorodne, ale bez narzucania sobie takiego typu dalekiej terminowości. Ludzie mówią, że to skuteczne. Pewnie tak, ale nie znam nikogo, kto by to mógł udowodnić.
    Niektóre firmy podają tę metodę jako sprawdzoną, by wcisnąć swój produkt (książki, fiszki). Powołują się nawet na badania naukowe, bo ludzie ślepo w nie wierzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten wartościowy komentarz. Rzeczywiście, trudno sobie wyobrazić, że trzymamy się dokładnie tego cyklu, co więcej – jest właściwie niemożliwe, żeby całą swoją wiedzę powtarzać w ten sposób. Na usprawiedliwienie mojego zachwytu mogę jedynie powiedzieć, że cieszyło mnie to, że wiem (no właśnie, czy wiem?), że po pół roku, to czego się uczyłam regularnie, zostaje w mojej głowie na całe życie. Niemożliwe jest jednak określenie konkretnych terminów, a tak jak piszesz terminowość „wymaga niepotrzebnego zamieszania wokół tej metody”. Teraz widzę, że podeszłam do tego cyklu zbyt bezrefleksyjnie. Tym bardziej dziękuję za komentarz! :)

      Usuń