25.05.2013

Zainspiruj się! – Robert Stiller o nauce języków obcych i byciu poliglotą


Dzisiejszym wpisem chciałabym rozpocząć cykl Zainspiruj się!, w którym przedstawię osoby związane z nauką języków obcych, od których na różne sposoby można czerpać inspiracje. Nie będę pisała o słynnych poliglotach, których historie – mniej lub bardziej prawdziwe – znajdziemy na wielu blogach i stronach. Emil Krebs, Giuseppe Gasparo Mezzofanti – te nazwiska tu się nie pojawią. Bohaterami wpisów będą znani blogerzy językowi, specjaliści od nauki języków, tłumacze, osoby, które codziennie inspirują i motywują setki osób do nauki języków. Poligloci? Po części tak, ale nie szafujmy tym słowem. Nie każdy, kto nazwał się poliglotą, poliglotą jest. Dystans do określenia poliglota pokazuje Robert Stiller – osoba, którą bez żadnego zastanowienia nazwalibyśmy w ten sposób. To właśnie on będzie bohaterem dzisiejszego wpisu.
Robert Stiller jest urodzonym w 1928 roku tłumaczem i pisarzem. Przyznam, że usłyszałam o nim dopiero niedawno, mimo że tłumaczył m.in. „Lolitę”, powieści o Jamesie Bondzie czy „Przygodny Alicji w Krainie Czarów”. Przez przypadek przeczytałam jego artykuł na marhan.pl, potem kilka wywiadów i spodobało mi się jego podejście do kwestii znajomości języków obcych. Dziś chciałabym się z Wami podzielić tym, czym zainspirował mnie Robert Stiller. Przygotujcie się na dużo cytatów i kilka moich przemyśleń.

„Najbardziej stereotypowe z pytań: Ile pan zna języków? Ponieważ towarzyszy mi fama poligloty, słyszę je raz po raz i pytanie to czasami wprawia mnie we frustrację. Zdarza mi się odgryźć: To nie jest moje główne osiągnięcie! Lepiej mieć do powiedzenia coś mądrego w jednym języku, niż pieprzyć głupoty w dziesięciu. Po dobremu zaś trzeba na to pytanie odpowiedzieć pouczającym pytaniem: Co znaczy: ile? Co znaczy: zna? Co znaczy: języków?"

Zacznę od wspomnianego w tytule poligloty. Jestem poliglotą, czyli znam wiele języków. Czyli ile? Robert Stiller twierdzi, że liczenie języków nie ma sensu, gdyż nie zawsze daje nam pewny wynik. Z wielu przyczyn. Rozgraniczenie języka i dialektu bardzo często jest płynne. Przykład ode mnie – ktoś kto skończył filologię serbsko-chorwacką i uczył się jednego języka serbsko-chorwackiego, może powiedzieć, że zna jeden język, inny powie, że cztery – serbski, chorwacki, bośniacki i czarnogórski. Ktoś może powiedzieć, że zna wszystkie języki słowiańskie, bo rozumie i się dogada. No właśnie, tu pojawia się pytanie, czym jest znajomość języka, co to znaczy znać język. Stiller podkreśla, że istnieje pięć typów znajomości języka: mówienie, rozumienie mówionego, czytanie, pisanie i tłumaczenie. Każdy z tych typów rozwija się swoim rytmem. Przykłady najróżniejszych kombinacji można mnożyć – świetnie mówię, rzadko czytam i w ogóle nie piszę; znam język gruntownie, dobrze tłumaczę na polski, ale odwrotnie już nie; rozumiem i czytam bez problemu, jednak nie mówię swobodnie. Jak wobec tego odpowiedzieć na pytanie Ile znasz języków? Robert Stiller odpowiada tak:

„Och, to trudno policzyć. Kilkadziesiąt. Lepiej lub gorzej. Mówię najlepiej po angielsku i po rosyjsku, piszę po angielsku i po niemiecku, zdarza mi się też po malajsku albo w jidysz. Czytam w większości języków germańskich, romańskich i słowiańskich oraz po hebrajsku. W pracach filologicznych radzę sobie z łaciną, greką, niektórymi z dialektów polinezyjskich. Sanskrytu już nie pamiętam, za to nadgryzam od pewnego czasu chiński, choć daleko mi do jego znajomości.”

Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Nazwę to „uśpioną znajomością języka”. Mój przykład – nie mówię, że znam niemiecki, nie powiedziałabym już chyba zdania w tym języku, ale jestem pewna, że gdybym dostała słownik, gramatykę w tabelkach i tekst, to bym go z mniejszym lub większym sukcesem przetłumaczyła. Oznacza to też, że w każdym momencie mogłabym wrócić do jego nauki. Czy to znaczy, że znam go w jakimś stopniu? Bo przecież nie mogę powiedzieć, że zupełnie go nie znam.

„W razie potrzeby lepiej czy gorzej, posługuję się wieloma językami, mogę też niewielkim wysiłkiem każdy z nich podciągnąć na wyższy poziom. Np. od lat nie posługiwałem się szwedzkim i leży on we mnie z pozoru martwy jak żaba w zimowym uśpieniu: aż któregoś dnia zużyję tydzień na obudzenie go z tej hibernacji, aby skończyć tłumaczenia trzech mocno już zaawansowanych książek.”

Jak wcześniej pisałam, Robert Stiller podkreśla, że istnieje pięć typów znajomości języka. Prócz powszechnych czterech, dodaje też tłumaczenie. Co to oznacza? Przede wszytkim – nie każdy ma predyspozycje, żeby być tłumaczem. Tłumaczenie to odpowiedzialna i trudna praca, w której trzeba mieć rozległą wiedzę i dbać o detale. Można opanować cztery typy znajomości języka, a nie koniecznie móc tłumaczyć.

„Mnóstwo niedołężnych "przekładów" (czy to dzieł specjalistycznych, czy literatury pięknej) wynikło z naiwnego przekonania, że skoro ktoś rozumie po angielsku i włada polskim, to automatycznie posiada kwalifikacje do tłumaczenia z jednego na drugi. Nic bardziej mylącego! Chodzi tu o sprawy zbliżone do informatycznego pojęcia interface: komputer zaopatrzony w dwa funkcjonujące programy stanie się martwy, gdy spróbujemy cokolwiek (choćby najprostszy drobiazg) przenieść z jednego programu na drugi, nie mając ponadto specjalnego programu do ich kontaktowania ze sobą. Ten szczególny komputer, jakim jest ludzki mózg, może zawierać w sobie (wrodzony i później rozbudowany) program w rodzaju interface i to jest mózg tłumacza. Posiada on szczególne predyspozycje. Albo nie posiada ich i wtedy mu nie pomoże nawet dobre opanowanie czterech pozostałych umiejętności.”

Jakie wskazówki dla uczących się języków daje, uważany za jednego z najlepszych tłumaczy w Polsce, Robert Stiller?

„Słówka można spisywać na długich listach, byle nie po kolei: więc ani w porządku alfabetycznym, ani tematycznym. Bo musimy przyswoić sobie każdy wyraz z osobna i niezależnie od pozostałych. W im większej rozsypce i nieporządku zestawiamy je ucząc się na pamięć, tym lepiej. Po czym sprawdzając, które ze słów już opanowaliśmy, wybierajmy te, które z trudem i źle pamiętamy; układajmy z nich osobne, krótsze listy; i powtarzajmy je ze szczególną zajadłością. 
Najlepiej zaś umieszczać każde słowo na osobnej karteczce, a jego polski odpowiednik na odwrocie. Takie karteczki należy wciąż tasować i przerabiać je w coraz to innej kolejności; niekiedy wyłączać w osobne grupy słowa, które trudniej nam przyswoić, i tym zbiorom karteczek poświęcać szczególnie dużo wysiłku; na odwrotną stronę zaglądać tylko w razie potrzeby; i znów mieszać je tak, aby czasami wydobywać z pamięci polski odpowiednik obcego wyrazu, a czasami na odwrót. W innych miejscach karteczki można notować co trudniejsze formy gramatyczne, zwroty, inne znaczenia itd.  
Każdy zaś paradygmat (jak deklinacja, koniugacja, budowa zdania) ćwiczyć nie wciąż na tym samym przykładzie, lecz na dziesiątkach i setkach coraz to innych wyrazów.  
Tylko jedną grupę wyrazów warto od razu wyodrębnić i wkuwać ją pamięciowo na zapas: to spójniki, przyimki, główne przysłówki, wszelkie formy zaimków wskazujących i osobowych. Na nich bowiem spoczywa cała konstrukcja tekstu.  
I wreszcie ogólna zasada, od której w nauce języka prawie wszystko zależy: powtarzać i powtarzać aż do upadłego, w nieskończoność. Cokolwiek (słówko czy paradygmat) nie jest jeszcze całkiem zautomatyzowane, musi być powtórzone co najmniej raz albo i kilka razy dziennie. Dwa dni przerwy: i włożony wysiłek poszedł na marne, bo pamięć zaczyna się rozmywać i cofać. 

W ten sposób można pozbyć się całych języków.” 

I na koniec – jak języków uczył się Stiller?

„Jako pedant i z wykształcenia językoznawca miałem skłonność do nauki metodycznej: moja równie chwytliwa jak nietrwała pamięć pozwala mi w ciągu tygodnia przeczytać i na ogół zapamiętać gramatykę nowego języka, tabele wyjątków itd. Mogę nauczyć się paruset słów dziennie, tak iż po tygodniu, mając około tysiąca wyrazów w pamięci, potrafię już czytać normalne teksty. Potem nad książką rozwijam to, sprawdzam, uzupełniam w szczegółach; po miesiącu czy dwóch takiej (dość katorżniczej) pracy mam już dość solidne podstawy języka i zaczyna się trwający odtąd latami, właściwe nigdy się nie kończący proces jego szlifowania i rozwijania, poznawania go wszerz i w głąb.” 



Podane fragmenty pochodzą głównie z tekstu Roberta Stillera ze strony marhan.pl, jedynie jeden cytat pochodzi z wywiadu znajdującego się pod tym linkiem.

10 komentarzy:

  1. Rewelacyjny tekst! Ja od dziecka uwielbiałam naukę języków obcych, ale niestety z pewnych względów zaniedbałam ją i na dodatek zignorowałam swoje predyspozycje szukając na oślep czegoś, w moim mniemaniu, wówczas "lepszego". Teraz żałuję tej decyzji ale czasu cofnąć się nie da i zamierzam nadrobić zaległości i mam nadzieję, że mi się uda (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że się uda! :) Fakt, że to co minęło, już nie wróci, ale każdy moment jest dobry na powrót do nauki. Trzymam kciuki :)

      Usuń
  2. Ciekawe, że tak gorączkowo reaguje na pytanie o ilość języków. Zgadzam się, że czasem nawet pytanie o jeden konkretny język może być kłopotliwie (bo każdy inaczej rozumie pojęcie znajomości), a co dopiero powiedzieć o wszystkich, z którymi miało się do czynienia. Tylko, że takie pytania zadają (i będą zadawać) ludzie, którzy tego problemu nie doświadczyli. Niestety nawet umiejętnie zadawane pytania, sprowadzają się do zliczania i szufladkowania umiejętności kogoś takiego. No bo skoro pan poliglota, to ile języków? Zobaczymy jak będzie w przypadku pozostałych bohaterów tej serii - jak sobie radzą z takim pytaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście trochę się gorączkuje :) Pewnie dlatego, że słyszał już to pytanie milion razy, a w jego przypadku rzeczywiście dość kłopotliwie się na nie odpowiada. Ale ja na bank też zapytałabym takiego pana poliglotę o to, ile zna języków ;)

      Usuń
  3. Świetny temat :-) Dzięki niektórym osobom, można naprawdę zmienić swoje życie i dokonać wielkich rzeczy. Jeśli pozwolimy się zainspirować możemy zmienić dosłownie wszystko.
    Pozdrawiam Paweł
    http://twojwybortwojaprzyszlosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy artykol. w sumie tez nie zwrocilam uwagi na tego tlumacza a kilka ksiazek przetlumaczonych przez niego mam w sowojej biblotece.

    Podoba mi sie jego podzial na typy znajomosci jezykow. W sumie od tego powinnismy zaczac. Czyli zadac sobie pytanie do czego potrzebny mi jest dany jezyk?

    Odkad sobie odpowiedzialam na to pytanie np. w przypadku angielskiego nie nacicskam juz na to by rozumiec z sluchu a skupilam sie na tym co w mojej pracy jest wazne czyli na pisaniu, czytaniu i troche mowieniu.

    Za to w hiszpanskim tylko na mowieniu i rozumnieniu ze sluchu.

    Przyznam szczeze ze po tym moja motywacja do pracy nad jezykami wzrosla.

    Ale to sie zrodzilo niedawno na bazie Twojego "wyzwania" uswiadomilam sobie co mi jest tak naprawde potrzebne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, znajomość języka nie musi oznaczać, że wszystkie typy są równie dobrze rozwinięte. Bardzo się cieszę, że wyzwanie Ci pomogło i w jakimś stopniu wpłynęło na wzrost motywacji :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się ten artykuł i zgadzam się z większością też w nim zawartych. Myślę, że rzeczywiście istniej coś takiego jak "uśpiona znajomość języka" lub "bierna znajomość". Czasami potrafimy zrozumieć wiele z danego języka mimo, że się go nigdy nie uczyliśmy. Przykład stanowią tu języki z tej samej grupy. Gramatyka i słownictwo są do siebie podobne, co ułatwia zrozumienie. Jednocześnie, możemy się posiadać umiejętności wysławiania się w danym języku.

    Co do tłumaczenie myślę, że należałoby wprowadzić podział dotyczący pewnych dziedzin tłumaczeniowych. Czym innym jest tłumaczenie literatury, gdzie oprócz znajomości języka trzeba wykazać się lekkim piórem. Natomiast, uważam że tłumaczenia krótkich tekstów o tematyce ogólnej, etykiet jest już inną kwestią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że tłumaczenie krótkich tekstów, to zupełnie inna sprawa. Myślę, że chodziło mu głównie o tłumaczenie literatury, bo do tego trzeba mieć to "coś".

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy artykuł. Szczrze mówiąc nie słyszałem o tym poliglocie wcześniej, mimo, że znasm kilku sławnych, m.in. Sir Richard Francis Burton, Lomb Kato, Emil Krebs, Ferenc Kemeny, William James Sidis czy Georges Dumezil. Na http://fce.pl/ciekawostki/142-slawni-ludzie-ktorych-nawet-nie-podejrzewales-o-bycie-poliglotami opisano np. J.R.R. Tolkiena, Audrey Hepburn czy trzeciego prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Jeffersona.

    OdpowiedzUsuń