13.12.2012

Czy łatwiej jest się uczyć języka z tej samej rodziny, co język, który znamy?



Często spotykam się z radą, że wybierając język, którego będziemy się uczyć, warto decydować się na taki, który pochodzi z tej samej rodziny językowej, co język, który już znamy. Jeśli zatem znamy hiszpański, łatwiej nam będzie się nauczyć włoskiego, znając serbski, warto uczyć się jakiegoś z języków słowiańskich. Czy to prawda?



Nie można zaprzeczyć, że łatwiej nam się uczyć tego, co jest nam bliższe. O wiele lepiej uczyć się języka, którego system jesteśmy w stanie zrozumieć. Dla Polaka więc, żadnym problemem nie jest zrozumienie, czym są przypadki – wydaje się to oczywiste. Nie jest to jednak jasne dla użytkowników języka, który ich nie ma. Miałam okazję z moją koleżanką Tamarą chodzić w Bułgarii na zajęcia z nowogreckiego i widziałyśmy, jak lektorka się dwoiła i troiła, aby Bułgarom – którzy przecież bez problemu wszystko mogą wyrazić bez przypadków – wyjaśnić, po co w ogóle one są. Polakom natomiast trudno zrozumieć, po co tyle czasów, skoro nam starczają trzy, kłopotliwa jest także kwestia określoności i nieokreśloności. Nie mówiąc już o kwestiach, z którymi spotkamy się w językach spoza rodziny indoeuropejskiej. Nie trzeba sięgać daleko, wystarczy posmakować węgierskiego, tureckiego czy fińskiego, które należą do ligi uralo-ałtajskiej i są aglutynacyjne*. Poznając język o podobnym systemie do języka, który znamy, te problemy nas omijają – jest zatem łatwiej. W kwestii gramatyki nie ma więc żadnych wątpliwości, że dla Polaków, gramatyka serbska nie powinna sprawiać trudności, a znając np. niemiecki, powinno nam być łatwiej uczyć się norweskiego. Mówię więc śmiało, że nauka języka z tej samej rodziny językowej może znacznie pomóc. 

Jest jednak pułapka, która na nas czeka, gdy uczymy się języków bardzo do siebie podobnych. Doświadczyłam tego, ucząc się serbskiego, znając bułgarski. Bardzo szybko dużo rozumiemy i znamy znaczenie wielu słów ot tak, bo są podobne do tych, które znamy, ale to wszystko nie przekłada się na poprawne mówienie. Bardzo łatwo stracić wtedy motywację, bo wydaje nam się skoro tak dużo rozumiemy, powinniśmy też dobrze mówić. Jeśli uczymy się języka zupełnie innego, rozumienie i mówienie rozwijają się stopniowo i harmonijnie, a gdy zdolność do rozumienia już na starcie jest większa, wydaje nam się, że mówienie – choć tak naprawdę rozwija się prawidłowo – pozostaje w tyle. Poza tym czasem okazuje się, że zbyt duże podobieństwo leksykalne, może być przeszkodą, gdyż często nam się myli słownictwo. Pisałam w pierwszym poście, że, gdy uczyłam się serbskiego, był najczęściej jedynie „zserbizowanym" bułgarskim. Cały mój rok, już były niestety, wie najlepiej, ile śmiechu było, gdy się wypowiadaliśmy na zajęciach – odmienianie bułgarskich słów serbską fleksją, ciągłe wtykanie bułgarskich słów podobnych do serbskich (np. den zamiast dan, dobre zamiast dobro, interesno zamiast interesantno) – to było na porządku dziennym. Na pewno mogliśmy włożyć więcej pracy, niemniej jednak, podobieństwo było dla nas dużą barierą.

Tutaj trzeba jednak dodać, że taka sytuacja nie dotyczy wszystkich języków z tej samej rodziny. Nie wydaje mi się, że można mylić angielski z niemieckim, francuski z hiszpańskim czy słowacki z bułgarskim. W każdej rodzinie są podgrupy języków, które są ściślej ze sobą związane. Problem może istnieć więc w takich językowych parach, jak: słowacki i czeski; kombinacje języków południowosłowiańskich; rosyjski, ukraiński i białoruski; języki skandynawskie (choć nie wiem, czy wszystkie i w jakim stopniu). Czytałam też, że ktoś miał problem z nauką włoskiego, gdy znał hiszpański, choć wydaje mi się, że większym problemem może być para hiszpański i portugalski.

To jednak, że są jakieś bariery w nauce danego języka, nie może nas do niego zniechęcać, gdyż nie ma bariery nie do zwalczenia, a poza tym, wszystko jest sprawą indywidualną, więc nie każdy musi się spotkać z takim problemem. Jeśli jednak ktoś uczy się języka podobnego do tego, który już zna i myli mu się słownictwo, wydaje mi się, że można sobie pomóc dwoma sposobami:

1. Łączenie światów – ucząc się, porównujemy podobne słowa, przez co zwracamy większą uwagę na różnice między nimi. Pomocne do tego może być tworzenie tabel ze słownictwem, jak ta:

bułgarski
serbski
polski
болен
болестан
chory
кухня
кухиња
kuchnia
фотьойл
фотеља
fotel
прозорец
прозор
okno
предложение
предлог
propozycja

Takie porównywanie – prócz tego, że pomaga w dostrzeżeniu różnic – jednocześnie jest dobrym sposobem na naukę nowych słów oraz powtórki słownictwa języka, który już znamy.

2. Oddzielanie światów – sposób pozornie odwrotny, choć tak naprawdę on też polega na dostrzeganiu różnic. Ucząc się, zatapiamy się w świat jednego języka, zupełnie oddzielając się od drugiego. Skoro jeden język już znamy, mylenie słownictwa następuje z reguły w tym, którego się uczymy. Na moim przykładzie – zamiast mówić po serbsku ona je bolestna (ona jest chora), dobrze znane i wpojone bułgarskie болна może prowadzić do utworzenia ona je bolna. Zatem ucząc się serbskich słów trzeba podkreślać odrębność języka serbskiego zwracać uwagę na akcent (który akurat w serbskim jest charakterystyczny), czytać na głos, dążyć do stworzenia połączenia między słowem a językiem. W tym celu można tworzyć skojarzenia łączące słowa a język, np. ucząc się słowa, wyobrażać sobie coś serbskiego (np. chorego Serba) albo po prostu, co jest chyba najprostsze, uczyć się słów w kontekście – Miloš leži bolestan u krevetu. (Milosz leży chory w łóżku.). W ten sposób kojarzymy bolestan z Miloszem, czyli typowo serbskim imieniem, i łączymy je z całym zwrotem, więc później w podobnym kontekście skojarzymy krevet (łóżko) z bolestan.


Pytanie, które znajduje się w tytule posta można uznać za retoryczne. Jeśli coś jest nam bliższe i znajome, łatwiej nam się tego nauczyć, to jasne. Zaczynając od najdalszego pokrewieństwa – prostsza będzie nauka języków indoeuropejskich. Idąc dalej – nauka języków z tej samej rodziny może nam pomóc, a zwłaszcza pomocna może się okazać nauka języków z tych samych podgrup w ramach jednej rodziny (np. południowosłowiańskie, skandynawskie). Przy najbliższym pokrewieństwie trzeba się jednak liczyć z pewnymi problemami. Tak jak gramatyka nie powinna nam sprawiać większych trudności, może się okazać, że zbyt duże podobieństwa leksykalne mogą sprawiać, że będziemy się mylić. Poza tym, możemy tracić motywację, zauważając, że rozumiemy o wiele więcej niż jesteśmy w stanie powiedzieć. Okazuje się więc, że odpowiedź na pytanie nie jest aż taka oczywista. Mimo wszystko na pytanie „Czy łatwiej jest się uczyć języka z tej samej rodziny, co język, który znamy?”, odpowiem: Tak, łatwiej. Warto jednak zdawać dobie sprawę z występujących przeszkód i po pierwsze – uświadomić sobie, że proces zdobywania zdolności do poprawnego konstruowania zdań w języku obcym musi toczyć się swoim rytmem, a po drugie – można próbować sobie radzić z myleniem się słownictwa, jednak trzeba też pamiętać, że nie można się tym przesadnie przejmować, gdyż wierzę, że z czasem ten problem mija. Poza tym mylić można także słowa z języków niespokrewnionych ze sobą, gdy jesteśmy np. mniej skoncentrowani, bardziej zmęczeni lub przechodzimy z języka na język. W przypadku języków spokrewnionych jest to po prostu częstsze.

Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia związane z nauką języków z tej samej rodziny :)


* Języki aglutynacyjnejak podaje Słownik Języka Polskiego PWN, są to „języki, w których stosunki gramatyczne w zdaniu oznaczone są w formach wyrazów za pomocą afiksów, z których każdy ma tylko jedną funkcję w danym połączeniu”. Innymi słowy, w językach aglutynacyjnych funkcje gramatyczne są pełnione przez różne afiksy dodawane do rdzenia. Na przykładzie języka tureckiego – durmak (stać), durma (nie stój), durmasın (niech nie stoi); can (dusza), canım (moja dusza).

9 komentarzy:

  1. Moimi ulubionymi językami są te z grupy romańskiej. To prawda, że łatwiej nam przychodzi nauka podobnych języków. Mogą się one mieszać na początku, ale to z czasem mija. Przynajmniej tak twierdzą lingwiści ;)Osobiście nie miałam problemów przy nauce francuskiego i portugalskiego. Natomiast hiszpański trochę i się miesza z portugalskim.

    Przykład, który podałaś - włoski i hiszpański - akurat te dwa języki są różne. W grupie romańskiej najczęściej przyjmuje się bowiem podział na 2 grupy: "włoski, francuski" oraz "portugalski, hiszpański". Oczywiście bierze się on z podobieństwa podgrup.

    Jeżeli zna się portugalski, to raczej nie ma się problemu z hiszpańskim. Natomiast w odwrotnej sytuacji jest to trudniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że hiszpański raczej nie powinien się mylić z włoskim i odwrotnie, ale - tak jak pisałam - niedawno przeczytałam taką opinię. Dziękuję za dopełnienie tekstu informacjami o rodzinie romańskiej :) sama miałam kontakt (i to nie najgłębszy ;)) jedynie z hiszpańskim, więc nie mam żadnych doświadczeń w tym zakresie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Nie mam wielkich doświadczeń dotyczących uczenia się kilku języków z tej samej grupy językowej, bo do takowych należą u mnie jedynie angielski i niemiecki. Choć te dwa języki nie są do siebie aż tak podobne, to jednak dość wysoki poziom w tym pierwszym pomaga mi w uczeniu się drugiego. Oczywiście nie jest to bardzo częste, gdyż różnice są całkiem spore, ale uczenie się gramatyki, czy choćby czasowników nieregularnych poszło mi dzięki temu zdumiewająco szybko ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedno mi się nasuwa- ależ trzeba mieć motywację, żeby uczyć się tak bardzo podobnych do siebie języków. O ile zapał do opanowania czegoś kompletnie nowego jest uzasadniony (bo wszystko jest nowe i ciekawe), to w przypadku języków z tej samej grupy, jest o wiele trudniej dojść do perfekcji. Łatwo wytłumaczyć sobie, że przecież dogadam się jakoś w tym pierwszym języku i odpuścić dążenie do doskonałości. Dlatego jeśli ktoś zna dobrze języki bardzo do siebie zbliżone, to jestem pod ogromnym wrażeniem. Dla przykładu, nie widzę sensu nauki języka szwedzkiego, skoro znając norweski dogadam się z każdym Szwedem. Rozumiem za to, że ktoś chce zajmować się tłumaczeniami i dlatego oba te języki chce opanować. W takim przypadku daleka jestem od stwierdzenia, które mogłoby się komuś nasunąć, że skoro to podobne języki, to łatwizna. Kolejny świetny post. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, oczywiście nie można zaprzeczyć, że coś, co już znamy pomaga w nauce, ale tak jak piszesz - jest o wiele trudniej dojść do perfekcji. Chciałam właśnie pokazać, że to nie jest taka oczywista sprawa. Są tacy, którzy mówią, że np. znajomość kilku języków słowiańskich nie jest niczym imponującym, bo te języki są do siebie bardzo podobne. To wszystko zależy od tego, czy ta znajomość, to tylko rozumienie i dogadanie się. Jeśli jednak ktoś zna perfekcyjnie powiedzmy 3 języki słowiańskie czy skandynawskie, to wydaje mi się, że jest to nie lada wyczyn.

      Usuń
  4. Jeżeli chodzi o niemiecki i angielski, są co prawda nie bardzo podobne, ale częstym błędem (który popełniają Niemcy) jest przejmowanie idiomów, które w drugim języku nie funkcjonują. Z niemieckiego na angielski można prawie wszystko tłumaczyć dosłownie - poza właśnie idiomami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja każdemu Polakowi polecam zapoznanie się z językiem ukraińskim. Jak dla mnie to jest masakra - wszystko jest tak podobne, a jednocześnie różne w szczegółach, że nauka tego języka jest potwornie trudna.
    Daleko mi do rozumienia wszystkiego, ale po paru miesiącach nauki wszystko brzmi swojsko, a wciąż ciężko jest nie robić pomyłek, kalek gramatycznych i leksykalnych z języka polskiego, błędów fonetycznych, złego stawiania akcentu.
    Mam też kontakt z językiem bułgarskim i łatwiej mi wchodzi do głowy niż ukraiński, albo inaczej - rozumiem niewiele więcej niż umiem powiedzieć i nie demotywuje to tak bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przy nauce podobnego języka wciąż mamy przyzwyczajenia z ojczystego :)
      Skoro każdy wyraz teoretycznie brzmi i znaczy to samo bądź coś bardzo zbliżonego to naturalne jeset, że najpierw myslimy o naszym, polskim odpowiedniku : >

      Usuń