26.01.2013

Kolejne sposoby na naukę słówek i prośba


Pisałam już o fiszkach i wykorzystaniu mnemotechnik w nauce języka. Dzisiaj napiszę o kilku innych metodach, które wydają mi się warte uwagi. 

Najpierw jednak mam do Was prośbę. Chciałabym stworzyć w formie małego e-booka podsumowanie metod nauki słówek. Nie wyobrażam sobie jednak tego bez Waszych opinii i przemyśleń. Jeśli macie ochotę podzielić się swoim doświadczeniem odnośnie do tych metod, o których pisałam oraz metod, które nie są znane, a z których korzystacie, proszę napiszcie do mnie – airamcze@gmail.com. Już w pierwszym poście pisałam o tym, że chcę, aby ten blog był miejscem wymiany doświadczeń i metod. Korzystanie z obserwacji innych jest bardzo pomocne, często inspirujące, nierzadko też motywujące, dlatego też będę wdzięczna za każdą, nawet najkrótszą wiadomość, która wzbogaci e-booka, dzięki czemu będzie on bardziej pomocny dla każdej osoby szukającej ciekawych i efektywnych sposobów na naukę słówek. Przy Waszych opiniach, znajdą się oczywiście Wasze adresy blogów, nazwiska, cokolwiek chcecie :)
Patti Haskins, flickr.com
Naukę słówek można urozmaicić sobie na wiele sposobów. Każdy sposób jest dobry, ważne, żeby przynosił efekty. Oto kilka niezwiązanych ze sobą technik, które wydają mi się ciekawe.

1. Samoprzylepna pomoc – z tym sposobem spotkałam się już dawno temu, gdy jeszcze uczyłam się hiszpańskiego. Polecany zwłaszcza, gdy uczymy się słownictwa związanego z wyposażeniem domu – naklejamy wtedy samoprzylepne karteczki na meble. Patrzymy w lustro – widzimy karteczkę z napisem el espejo, siadamy przy stoliku – widzimy la mesa. Jeśli jednak komuś pasuje taka metoda, jej użycie nie musi ograniczać się do słownictwa, którego znaczenie znajdziemy w naszym otoczeniu. Co prawda tracimy wtedy połączenie wzrok-znaczenie obiektu, ale korzystamy z częstego spoglądania na dane słownictwo, jego czytania i przypominania go sobie. Karteczki najlepiej poprzyklejać w miejscach, na które często patrzymy, np. na lustro w łazience – przynajmniej dwa razy dziennie przy myciu zębów powtórzymy słówka. 

2. Krzyżówki – kreatywny sposób na pracę ze słownictwem. Tworzymy krzyżówkę ze słownictwa, którego się uczymy albo z którym mamy problem. Postać krzyżówki nie ma znaczenia, może być z hasłem lub bez – jak wolimy. Trochę myślenia, przy tym miła zabawa i – przede wszystkim – ułatwienie zapamiętywania.

3. Luki w piosenkach – metoda bardzo często wykorzystywana w szkołach. Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze uwielbiałam takie lekcje. Łączymy ćwiczenie słuchania i naukę słownictwa. Słuchamy piosenki, mając przed sobą jej tekst z lukami. Próbujemy wyłapać słówka, te które znamy zapisujemy bez problemu, pozostałe  tak jak słyszymy, a w przypadku języków niefonetycznych – tak jak podpowiada nam intuicja. Później konfrontujemy to z oryginalnym tekstem. Sprawdzamy, czy dobrze usłyszeliśmy i czy dobrze zapisaliśmy słówko, jeśli źle, to jeszcze lepiej, bo zgodnie z zasadą, że uczymy się na swoich błędach, łatwiej zapamiętamy poprawną pisownię. Oczywiście sprawdzamy znaczenie słówek w słowniku. Jeśli chodzi o najpopularniejsze języki, teksty z lukami znajdziemy na tej stronie. W przypadku innych języków, musimy sobie niestety radzić sami, wyszukując teksty w internecie i usuwając niektóre słowa. 

4. Drzewko słów – metoda zaczerpnięta z „Jak szybko opanować język obcy” Anny Szyszkowskiej-Butryn, wykorzystująca potęgę skojarzeń. W oryginalnej wersji polega na tworzeniu piramidy skojarzeń z 10 słówek, których się uczymy. Cztery słowa zapisujemy na dole, potem za pomocą skojarzeń dodajemy dalsze słówka. Oczywiście wszystko zależy od naszej inwencji, możemy tworzyć większe piramidy albo jakieś inne kształty. Przykład z książki A. Szyszkowskiej-Butryn wygląda następująco:


5. Zmiana kinestetyki – tę ciekawą metodę znalazłam w zasobach internetu, niestety autor nie został podany. Od razu mnie zachęciła i wypróbowałam ją na bułgarskiej tarczycy, której nie mogłam zapamiętać. Wprawdzie mimowolnie dodałam skojarzenie z Josipem Broz-Titą, bo tarczyca po bułg. to щитовидна жлеза (czyt. sztitovidna żleza), ale zapamiętałam po jednym takim ćwiczeniu. Myślę, że przy relaksie, ciszy i wsparciu innych technik, ta metoda może dawać świetne efekty.
„Wypowiadasz nowe słowo w obcym języku, a *równocześnie* w myślach jego odpowiednik po polsku. Powtórz kilka razy w ten sam sposób. Teraz znacznie zwolnij tempo, w jakim wypowiadasz oba słowa. W ten sposób znów powtórz to słowo kilka razy. Teraz powtórz obce słowo w myślach – zauważ zmianę kinestetyki! Na koniec zamieniasz oba słowa miejscami: teraz wypowiadasz polskie słowo głośno, a obce w myślach”.


Każda praca ze słówkami, która nie ogranicza się do zapisania ich w zeszycie lub podkreślenia w tekście, jest już kreatywnym podejściem, które jest efektywniejsze – ma więc sens. Nie ma znaczenia, czy zrobimy ze słówek fiszki, ułożymy z nich krzyżówkę, pogrupujemy je w jakiś sposób, napiszemy na ich podstawie historyjkę, czy popracujemy z nimi na poziomie wyobraźni – ważne, żeby to robić, obserwować efekty, skuteczność, próbować i wybrać dla siebie najlepsze metody. 
Jeszcze raz zachęcam Was do przysłania mi Waszych doświadczeń związanych z nauką słówek :)

20.01.2013

A powiedz coś po bałkańsku! – czyli kilka słów o bałkańskiej lidze językowej


Filologię bałkańską taka odpowiedź na pytanie Co studiujesz? budzi u wielu osób zdziwienie. Zazwyczaj w takich mini-rozmowach, komentuje się w jakiś sposób kierunek studiów – Ooo, prawo, to ambitne studia! Matematyka? Nigdy nie byłem dobry z matematyki, tym bardziej podziwiam. Anglistyka? O tak, angielski to teraz podstawa! Filologia bałkańska?... W swoim pięcioletnim życiu studenckim nie raz spotkałam się z pewnym zakłopotaniem ze strony mojego rozmówcy albo z zaskakującym stwierdzeniem lub pytaniem, które z jednej strony mnie szokowało, z drugiej śmieszyło. Opowiem Wam o tym, a także o tym, skąd się wzięła taka filologia i czym właściwie są języki bałkańskie.

źródło: wikipedia.pl

Osoby, które mają problem ze zlokalizowaniem filologii bałkańskiej dzielą się na dwie grupy – tych, którzy wiedzą, gdzie są Bałkany, ale nie za bardzo wiedzą, jakimi językami się tam mówi i tych, którzy nie mają pojęcia, gdzie umiejscowić Bałkany. Ci pierwsi to często osoby wykształcone, które po prostu nie były nigdy na Bałkanach i nie leżą one w ich obszarze zainteresowań. Nie mając pojęcia, co się kryje za filologią bałkańską, zadają pytania ogólne Lubisz jeździć na Bałkany? albo pytają bezpośrednio – Bałkańska? To jakich języków się uczysz?

Tych drugich natomiast nie można nazwać inaczej, niż niedoukami, ale to oni właśnie zadają najzabawniejsze pytania – Aaa Bałkany! To Norwegia i tak dalej, tak? A powiedz mi, czy Bałkania jest w Unii? Bo Bałkany moi drodzy przez wielu studentów – bo o studentach tu głównie mowa – utożsamiane są ze Skandynawią. Mówisz filologia bałkańska – oni myślą norweski i szwedzki.

Prym wśród wszystkich reakcji wiedzie jednak Powiedz coś po bałkańsku! Każdy bałkanista słyszał to zapewne kilkakrotnie. No właśnie, bo skąd coś takiego jak filologia bałkańska? Przyzwyczajeni jesteśmy do standardowych filologii, które noszą nazwy pochodzące od konkretnego języka (np. angielska) lub od rodziny językowej (np. germańska, romańska). A tu nagle filologia bałkańska.

Języki można dzielić na wiele sposobów, ale są trzy podstawowe klasyfikacjehistoryczna, geograficzna i typologiczna. Historyczna to oczywiście podział na rodziny i podrodziny, typologiczna to różne typy językowe (rozróżniane np. ze względu na szyk wyrazów w zdaniu, ze względu na liczbę fonemów itd.), klasyfikacja geograficzna natomiast, to podział języków na ligi. Jedną z takich lig jest właśnie bałkańska liga językowa. 

Czym zatem jest liga językowa? Jest to grupa języków, które mają szereg wspólnych cech, mimo że niekoniecznie są ze sobą spokrewnione. Podobieństwa te wynikają z długotrwałego wzajemnego oddziaływania, na które wpływ ma bliskość geograficzna, stąd nazwa tej klasyfikacji – geograficzna.  

Jakie języki należą do ligi bałkańskiej? Z całą pewnością język albański, rumuński i bułgarski, które posiadają wszystkie cechy. Część cech posiada natomiast język nowogrecki i południowo-wschodnie dialekty języka serbskiego. Część językoznawców dodaje do tej listy także macedoński i arumuński.

Jakie wspólne cechy posiadają języki bałkańskie? Cechy wspólne dotyczą zarówno gramatyki, fonologii, jak i leksyki. Do najważniejszych należą:
- uproszczona deklinacja lub jej brak;
- zanik bezokolicznika;
- budowanie czasu przyszłego za pomocą czasownika posiłkowego, który oznacza chcieć, np. alb. do të shkoj, bułg. ще отида;
- występowanie rodzajnika postpozytywnego, czyli występującego za rzeczownikiem, np. alb. shoqja, bułg. приятелката;
- duplikacja zaimków, np. bułg. Тебе те няма. (dosł. Ciebie cię nie ma);
- analityczne stopniowanie przymiotników i przysłówków;
- rozbudowany system czasów i trybów;
- zapożyczenia z tureckiego;
- występowanie tzw. szwy, czyli samogłoski zapisywanej w alfabecie fonetycznym jako ə. 

Nie każdy musi wiedzieć, jakie są cechy ligi bałkańskiej, nie każdy musi umieć wymienić języki bałkańskie czy wszystkie kraje na Bałkanach. Miło byłoby jednak, gdyby każdy – i tym bardziej studenci – wiedzieli, że Bałkany to nie Skandynawia. Moje bałkańskie serce byłoby tym w pełni usatysfakcjonowane :)

Czasem zastanawia mnie, jakie mogą być reakcje po usłyszeniu, że ktoś studiuje np. sinologię czy filologię ugrofińską. Filologia bałkańska to przy tym pikuś ;)

11.01.2013

Pomysły na ćwiczenie pisania



Pisanie jest jednym z podstawowych elementów nauki języka obcego. Bardzo często jednak, ćwiczenie tej umiejętności jest spychane na dalszy plan, bo wydaje się nudne, wolimy zamiast tego zrobić dla języka coś przyjemniejszego albo po prostu nie mamy pomysłu, jak się za to zabrać. Ćwiczenie pisania jest też kojarzone z pisaniem listów i rozprawek w szkole, co – nie wiem, jak dla Was – ale dla mnie zawsze było męczarnią. Do tego postu zainspirowała mnie Marta z Nocnej Sowy artykułem „Zacznij pisać po norwesku”, w którym dużo dobrego znajdą nie tylko uczący się norweskiego. Aby przeczytać m.in. jakie są 3 mity zniechęcające do pisania, dlaczego pisanie jest ważne i jak wprowadzić nawyk pisania, zapraszam do Nocnej Sowy. A ja dziś zbiorę w jednym miejscu różne pomysły na ćwiczenie pisania w języku obcym.

Jeffrey James, źródło: flickr.com


1. Pisanie dziennika/pamiętnika – najlepsza metoda na wprowadzanie nawyku pisania i świetna metoda na ćwiczenie pisania ogólnie. Na studiach musieliśmy na zaliczenie z serbskiego przedstawić dzienniczek. Mimo że oczywiście nie chciało mi się go pisać, pamiętam, że widziałam bardzo duże efekty. Najbardziej męczyło mnie to, że nie pisząc kilka dni, miałam zaległości, ale w samodzielnej nauce języka zaległości nie istnieją, więc pisanie pamiętnika może być bardzo przyjemną metodą. Dużym plusem jest też duży zakres tematów – można pisać o swoich przemyśleniach, o tym, co robiliśmy w ciągu dnia, opisać film, jaki oglądaliśmy, o czym rozmawialiśmy z koleżanką, co mieliśmy na zajęciach, w pracy, po prostu wszystko. Gwarantuję Wam, że to działa.

2. Dwustronne tłumaczenie – tę metodę Marta opisała w komentarzy pod ww. artykułem. Nie znałam jej, ale bardzo mi się spodobała, przede wszystkim dlatego, że nie wymaga wymyślania, o czym będziemy pisać, a są przecież czasem takie dni, gdy po prostu nie mamy pomysłów. Polega ona na tłumaczeniu dowolnego tekstu na język polski, a następnie, pracując już tylko na polskim tekście, tłumaczy się go na język obcy. Nie chodzi o to, by przetłumaczyć, jak było w oryginale, tylko o ćwiczenie pisania i tłumaczenia (choć pewnie wiele konstrukcji zapamiętamy, tłumacząc tak samo). Potem oczywiście porównujemy naszą wersję z wersją oryginalną i obserwujemy nasze błędy. 

3. Zakończenie historii – metoda może kojarzyć się trochę z językiem polskim i zadaniami typu „Jak mogła zakończyć się historia Wokulskiego?”. Ucząc się samodzielnie, możemy na szczęście wybrać sobie dowolny tekst, np. opowiadanie lub książkę, które ostatnio czytaliśmy czy choćby artykuł z gazety czy internetu o jakiejś luźnej historii. Jeśli wybieramy tekst w obcym języku (a tak najlepiej), najpierw ćwiczymy czytanie, zapoznając się z nim. Potem polepszamy naszą umiejętność pisania. Możemy wybrać dwa sposoby:
- czytamy historię do pewnego momentu i dopisujemy swoje zakończenie;
- czytamy historię do końca i dopisujemy alternatywne zakończenie. 

4. Przekształcanie historii – kolejna metoda niewymagająca wymyślania swoich tekstów, lecz polegająca na pracy z tekstem, który sobie wybierzemy. Możliwości jest wiele, możemy:
- przekształcić narrację w dialog lub dialog w narrację;
- napisać tekst z perspektywy innego bohatera, niekoniecznie człowieka, może to być jakieś zwierzę czy nawet mebel;
- napisać tekst w innym czasie, ćwicząc jednocześnie gramatykę.

5. Opowiadanie na bazie nowych słówek – ćwiczenie pisania i sposób na naukę słówek w jednym. Wybieramy kilka słówek, np. takich, z którymi mamy największy problem i na ich bazie tworzymy historyjkę. Fajnie, jeśli słówka nie są ze sobą związane, bo wtedy historyjka będzie bardziej abstrakcyjna, a co za tym idzie jej tworzenie będzie ciekawsze i łatwiej zapamiętamy słowa.

6. Przyjaciel korespondencyjny – sposób sprzed 15 lat? Niekoniecznie. Rzeczywiście, kiedyś to była jedna z niewielu możliwości na bezpośredni kontakt z rodzimym użytkownikiem języka. Cały czas jednak może być to świetny sposób na ćwiczenie pisania. W znalezieniu przyjaciela korespondencyjnego pomoże nam internet, w którym znajdziemy wiele przydatnych stron np. www.interpals.net, www.mylanguageexchange.com. Ważne, że nie chodzi tu o czatowanie, lecz pisanie dłuższych listów, które nasz „przyjaciel” może nam poprawić, co jest kolejnym plusem.

7. Blog – blog pisany w języku, którego się uczymy jest również świetną metodą. Tematyka dowolna, zwiększona motywacja do pisania i do przykładania się do jakości tekstów, bo przecież nie tylko my będziemy to czytali. Przykładem mogą być blogi: My Foreign Language Craze Anny,  Experimentum Italiano Kuby i Language World Agnieszki.

8. W 20 słowach – jedna z wielu technik, o których pisze Agnieszka Szyszkowska-Butryn w “Jak szybko opanować język obcy?”. Ta jednak spodobała mi się najbardziej. Znowu metoda niewymagająca tworzenia własnego tekstu, a jednocześnie bardzo kreatywna i rozwijająca także umiejętność czytania ze zrozumieniem. Wybieramy sobie tekst, który streszczamy w ok. 80 słowach. Następnie próbujemy to streszczenie streścić w ok. 40 słowach. Jednak to nie koniec. Jak nam podpowiada nazwa techniki, musimy całość zawrzeć w ok. 20 słowach, które będą słowami kluczowymi.

Pozostaje jeszcze kwestia tego, jak poprawiać nasze teksty, bo przecież chcemy sprawdzić nasze błędy. W przypadku pisania do przyjaciela korespondencyjnego, to on może nam odsyłać poprawione listy. Jeśli chodzi o inne teksty, także rodzimi użytkownicy języka mogą nam je sprawdzać. Umożliwia to wiele stron stworzonych dla uczących się języka, np. italki.com. Wkrótce zamieszczę odrębny wpis o takich stronach. Mimo tych udogodnień, w przypadku pisania, zalecałabym jednak samodzielne sprawdzanie. Sprawdzając i dostrzegając błędy, bardzo dużo się uczymy. Praktycznie wszystko możemy sprawdzić w słownikach, podręcznikach, pomocnym narzędziem, żeby sprawdzić m.in. czy dany zwrot jest naturalny dla użytkowników języka, jest np. Google, o czym przeczytacie tutaj. Dopiero po takim skrupulatnym sprawdzeniu, dajmy nasz tekst native’owi. Wtedy dopiero zobaczymy, co nam umknęło, pomimo dokładnego sprawdzenia wszystkich niejasności, dowiemy się zatem, z czym mamy największy problem.   

Lubicie ćwiczyć pisanie? A może macie jeszcze jakieś ciekawe sposoby, które pomagają rozwijać tę umiejętność w bezbolesny sposób? :)

04.01.2013

Mówić jak native speaker – czy to możliwe?



Ucząc się języka, podążamy drogą do sukcesu, stopniowo zbliżając się do naszego celu. Cel może być różny, czasem wystarcza nam znajomość języka na poziomie komunikatywnym. Im większe są jednak nasze ambicje, tym bardziej marzy nam się, aby mówić jak najlepiej, najnaturalniej, najswobodniej i wreszcie – aby mówić jak native speaker. Ale, czy to w ogóle możliwe?



Znam pewną kobietę, która około 20 lat temu zamieszkała wraz ze swoją rodziną w Polsce. Przedtem mieszkali w Kazachstanie, gdzie mówili tylko po rosyjsku. Obecnie, po 20 latach, jej polski jest daleki od ideału – myli gramatykę, nie zna wielu słów, często posiłkuje się słowami rosyjskimi, ma wyraźny wschodni akcent (tak na marginesie – bardzo przyjemny). Nie ma natomiast najmniejszych problemów z rozumieniem i funkcjonowaniem w społeczeństwie, co więcej – jest bardzo komunikatywna, przedsiębiorcza i załatwi każdą sprawę :)

Na studiach miałam dwóch wykładowców, którzy są jedynymi osobami mówiącymi w języku obcym jak rodzimi użytkownicy, jakie spotkałam w moim życiu. Jedna to Bułgarka, która studiowała filologię słowiańską w Sofii, bo chciała się nauczyć polskiego, zakochawszy się w piosekach Czerwonych Gitar. Wyjechała do Polski, w której mieszka do dziś, jest cenionym wykładowcą i każdy, kto nie wie jak się nazywa, myśli, że jest Polką. Druga osoba, to Albańczyk, świetny i sympatyczny wykładowca, który skromnie twierdzi, że niemożliwe, że brzmi jak Polak, ale tak jest. Z kolei mój lektor języka albańskiego, też Albańczyk, będący od ponad 10 lat w Polsce, śmiał się, że wystarczy, że powie dzień dobry i już go pytają z jakiego jest kraju, co nie zmienia faktu, że – choć myli czasem przypadki – mówi świetnie. Nie pamiętam, żeby nie znał jakiegoś słowa, zna zwroty slangowe, potoczne i mówi swobodnie. 

Na koniec, spróbujmy sobie wyobrazić Chińczyka, który mówi po polsku jak Polak. Trudne, prawda? Chyba, że jest to osoba mająca rodzica Polaka lub mieszkająca w Polsce od dziecka.

Jakie płyną wnioski z tych historii? Po pierwsze – jest możliwe, aby mówić jak native speaker. Świadczą o tym historie moich wykładowców. Oboje nie mają polskich korzeni, oboje zaczęli uczyć się polskiego dopiero na studiach, oboje mówią teraz jak Polacy. Oboje także mieszkają od wielu lat w Polsce, co także jest istotne. Nie mogę wyobrazić sobie sytuacji, w której ktoś mówi jak native speaker, nie mieszkając jakiś czas w danym kraju. Choć nie twierdzę, że to niemożliwe. Niemożliwe nie istnieje. Ważne jednak, że sam wyjazd zagraniczny nie wystarczy – bez naszej pracy i chęci możemy nic nie osiągnąć podczas takiego wyjazdu. Wiem o tym z własnego doświadczenia, świadczy o tym także historia pani, która mieszka 20 lat w Polsce. Myślę, że jej polski nie jest dobry, dlatego że ona sama nigdy do tego nie dążyła. Zatrzymała się na poziomie, który umożliwia jej bezproblemowe funkcjonowanie w Polsce i to jej wystarcza.

Czyli tak – można mówić jak native speaker, trzeba jednak włożyć w to sporo pracy i tego chcieć. Ale to nie wszystko – nie każdy ma takie same predyspozycje do tego. Jedną z najważniejszych kwestii związanych z mówieniem jak native speaker jest wymowa. W nauce języka „zdolności językowe” są mitem – każdy może się nauczyć języka. Jest jednak coś takiego jak predyspozycje, które mają szczególne znaczenie w kwestii wymowy. Predyspozycje wiążą się z naszymi indywidualnymi warunkami – czy mamy słuch muzyczny, łatwo czy trudno nam rozróżniać dźwięki, jakie są możliwości naszego aparatu mowy – a także z tym, jaki jest nasz rodzimy język. Każdy język ma inny zasób dźwięków, np. język albański posiada th i dh, które odpowiadają bezdźwięcznej i dźwięcznej wymowie angielskiego dźwięku th. Mają także uderzeniowe r, takie jak w języku angielskim po samogłoskach. To sprawia, że Albańczycy mówią naprawdę świetnie w języku angielskim. Nie tylko w nim zresztą. Ale nawet jeśli dobrze wymawiamy słowa, zdradzi nas akcent. W języku serbskim żaden dźwięk nie powinien być kłopotliwy dla Polaka, ma on jednak aż cztery rodzaje akcentów – krótki opadający, krótki rosnący, długi opadający i dlugi rosnący. Język serbski brzmi dzięki temu melodyjnie i wyjątkowo, obcokrajowcy mają jednak z tym duży problem. Do fonetycznych problemów dochodzi także akcent zdaniowy – intonacja, która często jest specyficzna dla danego języka. Na Bałkanach np. istnieje tendencja do kadencji w pytaniach. Oznacza to, że pytania często nie kończą się wzrastającą intonacją, jak to jest w języku polskim, lecz opadającą.

Wymowa i akcent – choć najbardziej rzucające się w oczy, a raczej w ucho – nie są jednak jedynymi kwestiami, które zdradzają uczących się języka. Każdy język jest inny – to wiemy – dla każdego języka istnieje więc odrębny zasób wykrzyknień, wtrąceń, np. Polak, który się uderzył, powie Ał! , Bułgar – Oh!, co śmieszy mnie do teraz :) Do tego dochodzi słownictwo potoczne. Poza tym, każdy język ma charakterystyczne dla siebie konstrukcje czy częściej używane zwroty. Można zbudować poprawne gramatycznie zdanie, które jednak nie będzie naturalne dla danego języka, po prostu jego rodzimy użytkownik powiedziałby to inaczej. Język pełen jest takich niuansów i zawiłości. Nigdy nie zapomnę, jak mój kolega, z pochodzenia Ukrainiec, rozbawił wszystkich, mówiąc „Śniło mi się, że otrzymałem trójkę”:)

Jeśli więc chcesz mówić jak native – to możliwe! Musisz jednak włożyć w to bardzo dużo pracy, nie zrażać się historiami osób, które mieszkają w Polsce bardzo długo i nie mówią jak Polacy, ćwiczyć wymowę, akcent i intonację, uczyć się języka potocznego i naturalnych dla rodzimych użytkowników konstrukcji. Nie tłumacz dosłownie, zastanawiaj się, jak powiedziałby to native speaker. Zwracaj uwagę na wtrącenia, wykrzyknienia (tu znajdziesz przykłady w języku angielskim).

Jeśli jednak akcent zawsze był dla Ciebie zmorą, a próbując mówić jak native speaker brzmisz raczej śmiesznie lub czujesz się głupio, odpowiedz na pytanie: 

Czy muszę mówić jak native speaker?

Wszyscy, którzy chcą się nauczyć języka naprawdę dobrze, na pewno marzą w głębi duszy, że pewnego dnia ktoś nie pozna, że nie są rodzimymi użytkownikami języka. To bardzo piękne marzenie, ale myślę, że nie powinno się robić z tego priorytetowej kwestii. Warto się starać, ale nie można robić tego na siłę, gdyż wymuszony akcent nigdy nie brzmi dobrze. Ważniejsze od tego, aby mówić z akcentem, jest to, by dobrze wymawiać, mieć bogaty zasób słownictwa, mówić dobrze gramatycznie i swobodnie. Nie wtydźmy się akcentu, inny akcent nikomu nie będzie przeszkadzał, może być wręcz uroczy, przyjemny i ciekawy. Z innym akcentem jesteśmy w pewien sposób wyjątkowi :) Myślę, że funkcjonuje mylne myślenie, że nie można powiedzieć, że zna się dobrze język lub świetnie się w nim mówi, gdy akcent jest daleki od ideału. To błąd. Można mówić świetnie w obcym języku, mając polski akcent. Nic w tym złego.

Aby mnie dobrze zrozumiano – nie zniechęcam do dążenia do mówienia jak native speaker. Wręcz przeciwnie, sama staram się w jakiś sposób do tego dążyć. Apeluję jednak o zdroworozsądkowe podejście do tej kwestii, a dokładniej do kwestii akcentu. Ćwiczmy wymowę, bo jest niezbędna, aby ktokolwiek nas zrozumiał. Uczmy się także naturalnych dla rodzimego użytkownika konstrukcji, wtrąceń, słownictwa i wyrażeń potocznych. Nie dość, że to przyjemne, to jeszcze sprawia, że nasz język jest bardziej żywy, naturalny, nie taki „książkowy”. Podchodźmy jednak z dystansem do idealnego akcentu. Jeśli bardzo nam na nim zależy – ćwiczmy, ale pamiętajmy – nic na siłę. Obcy akcent nie powinien być powodem do wstydu. Wszystkim uczącym się języka angielskiego polecam wpis Michała z Planety Angielskiego na temat kompleksu polskiego akcentu. Zwróćcie też uwagę na linki, które autor zamieścił w komentarzu.


Troszkę ten post wyszedł chaotyczny, bo w miarę pisania ciągle okazywało się, że jeszcze coś chcę dodać. Mam jednak nadzieję, że ten drobny chaos nie zaburzy tego, co chciałam przekazać :) Co sądzicie na ten temat? Pragniecie mówić jak native speaker czy może jest to dla Was bez znaczenia?