26.07.2013

Zainspiruj się! – Steve Kaufmann

Zapraszam na trzecią odsłonę cyklu Zainspiruj się!. Dziś przedstawię Wam Steve’a Kaufmanna, na którego kanał na YouTube trafiłam przez przypadek. Od razu się na nim zadomowiłam, ujęta jego przyjemnym głosem, uśmiechem i przede wszystkim tym, co ma do powiedzenia.

Steve Kaufmann jest sympatycznym panem, który urodził się w Szwecji, a obecnie mieszka w Kanadzie. Mówiąc o tym, ile zna języków, nie jest tak zachowawczy jak Robert Stiller. Twierdzi, że – prócz angielskiego – zna biegle dziesięć języków: szwedzki, włoski, niemiecki, mandaryński, kantoński, francuski, hiszpański, japoński, portugalski, rosyjski. Uczy się koreańskiego i czeskiego.


Swoją wiedzę i pasję przekazuje tysiącom ludzi na swoim blogu The Linguist oraz kanale LingoSteve, które są regularnie aktualizowane i obfitują w wiele cennych informacji i spostrzeżeń. Jest autorem książki „The Linguist: A personal guide to language learning”, której fragment przetłumaczył na język polski Grzegorz Łobiński. Najważniejszym projektem Steve’a jest strona LingQ, która jest miejscem, gdzie można uczyć się języków jego autorską metodą. Na czym ona polega?

Metoda Kaufmanna:
  • korzystaj z materiałów, które Cię interesują; teksty, z których korzystasz powinny być autentyczne i ciekawe;
  • rozszerz swoje słownictwo, słuchając i czytając w każdym wolnym momencie;
  • systematycznie ćwicz mówienie i pisanie;
  • wyznaczaj cele i mierz postępy.

Cztery proste kroki, które nie wydają się odkrywcze. Czy jednak wymagamy czegoś odkrywczego? Poza tym, to tylko baza metody, której realizacją jest LingQ. To na tej stronie znajdziemy autentyczne materiały, w łatwy sposób rozszerzymy słownictwo, możemy ćwiczyć pisanie, kontaktować się z native speakerami, znaleźć partnera językowego, a system będzie analizował nasze postępy. Trochę krzywię się na ciągłe podkreślanie, że to właśnie LingQ jest najlepszą metodą, która daje spektakularne rezultaty. Jednak z drugiej strony wierzę, że Steve rzeczywiście chce stworzyć idealne miejsce dla uczących się języków, oparte czerpaniu przyjemności  z nauki. Poza tym, zupełnie naturalne jest, że chce sprzedać swój produkt, w który – co najważniejsze – wierzy.

Mam zamiar wypróbować darmową wersję basic, niezależnie jednak od tego, czy będę korzystać z tej strony, czy nie, fanką Steve’a pozostanę. Cenię go za to, że ma dużą wiedzę językoznawczą i jednocześnie jest zdystansowany do wszystkich lingwistycznych teorii, które nie wnoszą nic do praktycznej nauki. Przedstawia swoje myśli w prosty i ciekawy sposób, budzi sympatię. Nie jest tylko autorem i propagatorem LingQ, może nauczyć wiele także tych, którzy z systemu nie korzystają. Polecam jego bloga i kanał na YouTube. Kilka jego tekstów przetłumaczonych na język polski znajdziecie na stronie "Język angielski dla każdego".

Znacie Steve’a? A może ktoś korzystał z LingQ? Ciekawa jestem, czy oferuje coś więcej niż inne tego typu serwisy.

16.07.2013

Nauka języka a wyjazd za granicę

Niektórzy uważają, że wyjazd zagraniczny jest obowiązkowym elementem nauki języka. Są tacy, którzy twierdzą, że – może nie jest konieczny – ale bez niego niemożliwe jest perfekcyjne opanowanie języka. Szkoły językowe reklamują kursy za granicą, twierdząc że to najlepsza metoda na szybką naukę języka. Spora grupa osób uważa jednak, że wcale nie trzeba wyjechać za granicę, aby dojść do świetnego poziomu, a nawet poziomu native’a. Kto ma rację?

źródło

Aby odpowiedzieć, przeanalizujmy kilka zasad związanych z nauką języka.

1. Niemożliwe nie istnieje. Już nie raz pisałam, że w nauce języka nie możemy mówić, że coś jest niemożliwe. Historie wielu ludzi pokazują nam, że takie niemożliwe cele zostały osiągnięte wiele razy. Przykład? Prawie idealny akcent bez pobytu w Ameryce prezentuje Tomasz Szynalski. Posłuchajcie.

2. Otaczajmy się językiem. To dość ważna i często powtarzana zasada. Aby zwiększyć efektywność nauki powinniśmy bombardować się językiem – słuchać, czytać, rozmawiać. Wyjazd zagraniczny nam to umożliwia. Załatwienie każdej sprawy wymaga od nas użycia języka, słyszymy go z każdej strony. Równie dobrze jednak, możemy otaczać się językiem w domu. W dobie internetu mamy swobodny dostęp do materiałów, znajdziemy też wielu chętnych do wymiany językowej. Trzeba jednak przyznać, że trochę trudniej jest z językami rzadszymi.

3. Motywacja jest bardzo ważna. A nawet najważniejsza. Z doświadczenia wiem, że wyjazd zagraniczny może znacząco wpłynąć na zwiększenie motywacji. Zakochujemy się w kraju, cieszymy się z kontaktu z ludźmi. Nawet jeśli wyjazd trwa bardzo krótko, motywacja może zwiększyć się kilka razy, co wpłynie na późniejsze efekty pracy. Ale kto powiedział, że nie można mieć ogromnej motywacji bez wyjazdu? Poza tym, motywacją może być też sama chęć wyjazdu za granicę.

4. Nic nie stanie się samo. Rzecz, którą muszą uświadomić sobie wszyscy, którzy myślą, że wiedza przyjdzie sama. Tak jak nie wystarczy zapisać się na kurs, nie wystarczy wyjechać. Owszem, jeśli jesteśmy zmuszeni do używania języka, prędzej czy później nauczymy się tego, co jest nam potrzebne, ale niekoniecznie czegoś poza niezbędne minimum i niekoniecznie poprawnie. Sam wyjazd więc nie sprawi cudu.

5. Nie ma metody idealnej. Nie można więc powiedzieć, że wyjazd jest najlepszą metodą nauki języka. Może dla kogoś takie nagłe zatopienie się w obcym języku będzie tylko ogromnym stresem i pogłębi barierę. Może woli porozmawiać z obcokrajowcem, znajdując się w swoim mieszkaniu, małymi krokami przełamując strach. 

Jakie płyną z tego wnioski?

Wyjazd to nie jest idealna metoda na naukę języka, to po prostu świetny sposób na otoczenie się językiem, wzrost motywacji i korzystanie z języka na co dzień. Jeśli mamy możliwość wyjazdu, warto z niej skorzystać. Trzeba jednak pamiętać, aby go w 100% wykorzystać, bo bez pracy i zaangażowania możemy wrócić do domu z taką samą wiedzą, jaką mieliśmy, gdy go opuszczaliśmy. Wiele osób wyjeżdżało na Erasmusa i przez kilka miesięcy powiedziało zaledwie kilka zdań, chowając się za tymi, którzy mówili z chęcią. Ale jeśli nie mamy możliwości wyjazdu – to nie jest powód do zmartwień. Można język opanować perfekcyjnie, nie wyjeżdżając za granicę. Wszystko zależy od nas.

Zawsze starałam się korzystać z wyjazdów. Już po pierwszym roku, choć bałam się bardzo. Byłam na kursach w Prisztinie, Tiranie, dwa razy na Erasmusie w Bułgarii. Z każdego wyjazdu wracałam z nowymi doświadczeniami. Czasem czułam się dowartościowana, gdy ktoś powiedział, że ładnie mówię, czasem przerażona, gdy nic nie rozumiałam. Te wyjazdy bardzo wpłynęły na moją pewność siebie, zwiększyły chęć do nauki, motywację i pomogły mi przełamać barierę. Były kluczowe w pierwszych latach nauki. Gdy wkroczymy jednak na poziom średnio zaawansowany i zaawansowany, trudniej o postęp. Dogadamy się w prawie wszystkich sytuacjach, zrozumiemy wszystkich, nie musimy przełamywać bariery. Bardzo łatwo się zatrzymać i okazuje się, że nawet mieszkanie w danym kraju nie daje nic, no może tyle, że się nie cofamy. Bez pracy więc żaden wyjazd, ani nawet pobyt za granicą nie sprawi, że opanujemy język idealnie. Życzę Wam dużo chęci, motywacji i energii (i sobie też ;))!

05.07.2013

Jaki to język? – esperanto

Bohaterem dzisiejszej odsłony cyklu Jaki to język? jest język, który nie jest językiem urzędowym żadnego państwa i ma jedynie ok. tysiąca rodzimych użytkowników, a mimo to, jest używany codziennie przez co najmniej dziesiątki tysięcy ludzi. Język, wokół którego zrodziło się wiele mitów i – mimo że każdym o nim słyszał – niewiele osób wie o nim coś więcej. Jaka jest prawda o esperanto, co w nim pociąga jego miłośników? Na te pytania odpowie Wam jeden z nich – Janusz Myzik, znawca esperanta i pasjonat nauki języków obcych, a także – od kilku dni – autor bloga o ogromnym potencjale, który będzie oazą uczących się języków. Zanim jednak odwiedzicie Językową Oazę, przeczytajcie niezwykle ciekawy tekst o najbardziej rozpowszechnionym języku, który zrodził się w umyśle człowieka.

Esperanto
1. Co to jest esperanto?
Esperanto to jedna z tych rzeczy, o których każdy coś tam kiedyś słyszał, ale mało kto wie, o co tak naprawdę chodzi. A tam, gdzie brakuje informacji, pojawia się często wiele mitów. Słyszałem np. opinie, że esperanto to po prostu inna nazwa na hiszpański, że to sztuczny kod, który ma więcej wspólnego z językiem programowania niż jakimkolwiek językiem naturalnym albo że to język martwy, którym nikt nie mówi. Żadna z tych opinii nie jest prawdziwa. Esperanto jest żywym językiem, zdolnym wyrazić wszystkie odcienie ludzkiej myśli, i jest używane codziennie, w mowie i w piśmie, przez dziesiątki, może setki tysięcy ludzi (niektórzy mówią o milionach, ale to już w moim odczuciu przesada). Z drugiej strony jest to jednak język różniący się pod wieloma względami od niemieckiego, rosyjskiego czy japońskiego. Jeśli chcecie wiedzieć, czym  czytajcie dalej :-)
2. Moja przygoda z esperantem
Esperanta zacząłem się uczyć zupełnym przypadkiem. Przeglądałem kiedyś internet i przypadkiem trafiłem na kurs dla początkujących. Zawsze lubiłem uczyć się nowych języków, więc postanowiłem dla zabawy spróbować z esperantem, nie wiedząc nawet zbyt dobrze, z czym to się je. No i wciągnęło mnie na dobre.
Esperanto stało się dla mnie językiem wyjątkowym pod wieloma względami. Po pierwsze jest to jak dotychczas jedyny język, którego nauczyłem się do dobrego poziomu tylko i wyłącznie z własnej, nieprzymuszonej woli. Angielskiego i niemieckiego, które również znam dość dobrze, i tak musiałem się uczyć w szkole. Natomiast wszystkie inne językowe fascynacje okazywały się w moim przypadku krótkotrwałe. Zapału starczało mi na kilka tygodni, góra miesięcy. W esperancie było jednak coś niesamowitego, co sprawiło, że moje zainteresowanie utrzymało się dużo dłużej.
Esperanto jest dla mnie wyjątkowe również dlatego, że jak żaden inny język otworzyło przede mną nowe horyzonty i po prostu zmieniło moje życie. Dzięki esperantu poznałem mnóstwo ludzi i zacząłem częściej spędzać czas w towarzystwie, a nie tylko zamknięty w swoim pokoju. Zacząłem jeździć po Polsce i Europie. Dostałem swoją pierwszą pracę. Miałem okazję wziąć udział w organizacji dużego międzynarodowego wydarzenia i sprawdzić się jako działacz w organizacji młodzieżowej. To tylko kilka przykładów, które na szybko przychodzą mi do głowy.
Od kilku lat nie zajmuję się esperantem na poważnie  w międzyczasie skończyłem studia, założyłem rodzinę i rozpocząłem pracę na pełen etat  i te rzeczy znalazły się po prostu wyżej na mojej liście priorytetów. Ale nadal mam do esperanta olbrzymi sentyment i uważam je za jeden z najgenialniejszych wynalazków ludzkości.
3. Kilka słów o języku
Esperanto powstało pod koniec XIX w. w umyśle jednego człowieka: Ludwika Zamenhofa, mieszkającego w Warszawie żydowskiego okulisty-poligloty. Zamenhof pracował nad stworzeniem języka od dzieciństwa, mając w głowie jeden cel: chciał stworzyć język, który pozwoli ludziom z całego świata porozumiewać się na równych warunkach. Był głęboko przekonany, że język taki przyczyni się do poprawy porozumienia między narodami i przyniesie ostatecznie ogólnoświatowy pokój. To idealistyczne założenie wciąż jest bliskie niektórym esperantystom, choć dzisiaj większość z nich przestała się łudzić, że esperanto kiedykolwiek zostanie przyjęte powszechnie jako język międzynarodowy. Zamiast do tego dążyć, koncentrują się na używaniu go w gronie swoich znajomych i przyjaciół, traktując je po prostu jako ważny element wzbogacający ich życie.
Esperanto miało być z założenia językiem bardzo prostym, tak aby każdy mógł się go szybko nauczyć. W tym celu Zamenhof zastosował dwa środki:
  • stworzył prostą gramatykę, pozbawioną wyjątków i nieregularnych odmian, nadając jej spójną, uporządkowaną strukturę;
  • stworzył system słowotwórczy, dzięki któremu znika konieczność opanowania obszernego słownictwa.
Szczególnie godna uwagi jest ta druga cecha. Przyjrzyjmy się, jak to działa:
  • sana  zdrowy
  • malsana  chory (przedrostek "mal-" służy do tworzenia przeciwieństw)
  • malsanul chory człowiek (przyrostek "-ul" tworzy słowa określające ludzi charakteryzujących się daną cechą)
  • malsanulej szpital (przyrostek "-ej" oznacza miejsce)
Przedrostków i przyrostków jest w esperancie trzydzieści kilka. Niby niewiele, ale dzięki temu, że można je ze sobą dowolnie łączyć, z jednego rdzenia wyrazowego można często utworzyć nawet kilkadziesiąt nowych wyrazów  bez konieczności wkuwania ich na pamięć! Znając więc kilkaset podstawowych słów i zasady słowotwórstwa, mamy do dyspozycji parę tysięcy różnych wyrazów, co w zupełności wystarcza do prowadzenia rozmowy na większość tematów.
Łatwość esperanta jest oczywiście względna  Zamenhof tworzył język przede wszystkim z myślą o Europejczykach. Dlatego gramatyka  choć bezwyjątkowa  opiera się jednak na wzorcach zaczerpniętych z języków indoeuropejskich. Również słownictwo pochodzi w znakomitej większości z języków z naszego obszaru kulturowego: łaciny, francuskiego, angielskiego, niemieckiego. Dlatego np. Włochowi nauka esperanta sprawi z pewnością mniej problemów niż Chińczykowi czy Japończykowi. Co nie zmienia faktu, że dla większości Azjatów esperanto jest o wiele łatwiejsze niż np. angielski. Doświadczyłem tego na własnej skórze choćby na pewnej konferencji, na której językami roboczymi były właśnie esperanto i angielski. Brała w niej udział pewna Wietnamka, która znała oba te języki. I choć na naukę angielskiego poświęciła dużo więcej czasu, to ciężko było się z nią dogadać w tym języku. Natomiast rozmowy prowadzone z nią w esperanto to była czysta przyjemność.
4. Ale po co to komu?
Skoro sen Zamenhofa o jednym wspólnym języku międzynarodowym się nie ziścił, po co komu dzisiaj w ogóle esperanto? Tak naprawdę w ciągu stu parudziesięciu lat, które minęły od jego powstania, esperanto wytworzyło własną, bogatą kulturę. Wbrew temu co sądzą niektórzy, esperanto nie jest językiem martwym. Praktycznie w każdym kraju świata żyją ludzie, którzy je znają i się nim na co dzień posługują. W jaki sposób? Na przykład tak:
a) Międzynarodowe spotkania  to jedna z najbardziej popularnych form spędzania czasu przez esperantystów. Ponieważ są oni rozrzuceni po całym świecie, żeby móc aktywnie korzystać z języka, muszą zebrać się w jednym miejscu (wraz z nadejściem internetu sytuacja się trochę zmieniła, ale nie wpłynęło to w widoczny sposób na popularność wszelkiego rodzaju zjazdów). Takich międzynarodowych imprez odbywają się co roku, na całym świecie setki  od kilkunastoosobowych spotkań po wielkie kongresy, w których uczestniczy nawet po kilka tysięcy osób. Mamy więc zjazdy młodzieżowe, imprezy sylwestrowe, kongresy naukowe, festiwale kulturalne, karawany rowerowe i wiele innych.
b) Podróżowanie  modny ostatnio couchsurfing esperantyści wynaleźli już wiele lat temu. Od dziesięcioleci wydawana jest co roku książeczka pod tytułem Pasporta Servo, zawierająca adresy esperantystów, którzy oferują gościnę podróżnym z innych krajów  oczywiście pod warunkiem, że znają oni esperanto. Sam nigdy nie korzystałem z tej usługi, ale znam ludzi, którzy zwiedzili w ten sposób kawał świata za niewielkie pieniądze.
c) Literatura  na esperanto tłumaczone są książki z najróżniejszych języków. Oprócz klasyki  Biblii, dzieł Szekspira, "Pana Tadeusza", "Mistrza i Małgorzaty", "Kubusia Puchatka" czy "Władcy Pierścieni"  można często trafić na mało znane utwory autorów z bardziej egzotycznych zakątków świata, których próżno szukać w polskim tłumaczeniu. Poza tym niemal od początków istnienia języka esperantyści o zapędach literackich czy poetyckich tworzyli własne dzieła. Ich jakość jest oczywiście bardzo zróżnicowana  od zwykłych gniotów po prawdziwe perełki  ale na słaby wybór nie można narzekać.
d) Muzyka  esperantyści uwielbiają muzykę, praktycznie na każdej większej imprezie odbywają się koncerty różnych zespołów i solistów. Poniżej kilka popularnych wśród esperantystów piosenek:
Kajto: Mi memoras

Persone: Liza pentras bildojn

Dolchamar: Ĉu vi pretas

Merlin: Bluaj fragoj

e) Życie codzienne  podczas imprez międzynarodowych między esperantystami z różnych krajów nawiązują się nie tylko przyjaźnie, ale nierzadko również silniejsze więzi :-) Istnieje wiele małżeństw, których domowym językiem używanym na co dzień jest esperanto. Jeśli w takiej rodzinie pojawią się dzieci, uczą się od małego esperanta jako jednego ze swoich ojczystych języków. Szacuje się, że na świecie jest ok. tysiąca esperanckich "denaskuloj" (czyli rodzimych użytkowników języka). Oto jeden z sympatyczniejszych:

5. Na koniec
O esperancie mógłbym pisać dużo, ale wpis na blogu ma swoje ograniczenia objętościowe. Jeśli macie jakieś pytania czy uwagi, chętnie odpowiem w komentarzach. A na koniec jeszcze kilka stron, na które warto zajrzeć, jeśli język Was zainteresował:


Janusz

01.07.2013

Językowa terapia szokowa, czyli sposób na kryzys motywacyjny

Przeżywasz teraz, podobnie jak jak, obrzydliwy kryzys motywacyjny? Próbowałeś/aś metody małych kroczków i nie działa? Jeśli tak, to ten wpis jest właśnie dla Ciebie! Nie pytam nawet, czy chcesz, nie trać czasu na zastanawianie się. Po prostu bierz się w garść i zabieraj się do roboty!



Podstawowe zasady wyzwania:
1. Otocz się językiem maksymalnie, jak to jest możliwe, już od rana, od momentu, w którym otworzysz oko – radio, muzyka, seriale, tv, internet, nafaszerowana językowo empetrójka, przyjaciel korespondencyjny. Zrób wszystko, aby język Cię otaczał.
2. Wskrześ motywację – stwórz listę motywacyjną, czyli listę powodów, dla których chcesz się uczyć języka. Uwzględnij każdy najmniejszy powód, tak aby było ich jak najwięcej. Porusz wyobraźnię – przedstaw sobie, że umiesz język już dobrze, spełniają się Twoje marzenia. Fajnie, prawda? Musimy to osiągnąć!
3. Skup się na słówkach – wyciągnij zeszyt do słówek, zaloguj się w Fiszkotece, pobierz Anki. Każde nowe słówko musi być zapisane, nic nie może Ci umknąć. A w każdej wolnej chwili powtarzaj nowe słówka.

To co? Zaraz, teraz, już – zaczynamy! Do dzieła!
  • już teraz włącz muzykę w języku, którego się uczysz, najlepiej pozytywną, niech nastraja Cię do pracy;
  • nagraj na mp3 piosenki tylko w języku, którego się uczysz, dodaj do tego podcasty, listy słówek, cokolwiek znajdziesz, byleby gadało :);
  • stwórz listę motywacyjną i porusz wyobraźnię;
  • niech zeszyt do słówek nigdy Cię nie opuszcza, to Twój nowy przyjaciel;
  • poszukaj native’a, z którym możesz rozmawiać na skype lub pisać, taki układ działa na zasadzie wymiany językowej, musisz więc znaleźć kogoś zainteresowanego polskim; nie wiesz gdzie? pomogę Ci :)

Ja już mam mojego native’a. A Ty? :)

Spróbuj tak przez tydzień. Po takim tygodniu poczujesz, że coś się zmieniło, już nie drepczesz w miejscu. Po tygodniu wybierzesz – kontynuujesz naukę czy wracasz do nicnierobienia.

Dobra, koniec gadania, zaczynamy. Lecę wyciągnąć zeszyt od angielskiego :)